Logo Niezła Korba

Na skróty

2010-09-04
Zaczęło się!
komentarzy: 15

2010-08-15
Niezła Korba w Salzkammergut
komentarzy: 3

2010-07-09
Relacja on-sight - zespół EnKa
komentarzy: 1

Nakarm RSS postami.

Ostatnie komentarze

2010-09-06 22:11
marta:
ajjj jakie słodziaki na początku ;)...

2010-09-06 21:48
niespodzianka:
http://www.compass.krakow.pl/wisla/galeria/hitec_2010_foto_1/index.html#slides/IMG_4968.JPG...

2010-09-06 17:22
Asia:
Podobno im trudniejsze warunki, tym lepszy trening ;) - tym razem nie udało się ukończyć trasy, ale ...

2010-09-06 15:22
Sahib:
Póki co muszę uporać się z naprawą sprzętu: moje rolki przestały się kręcić, mam nadzieję że je rean...

2010-09-06 14:27
Olek:
Hehe, lubię Cię nadal tak samo jak przed, a może nawet bardziej - wszak kolejny trudny rajd za nami....

Nakarm RSS komentarzami.

Polecamy: rAId - Alternatywna Inicjatywa

rAId - Alternatywna Inicjatywa

Bike Orient!

Krypą na spokonieNa jazdę do Ręczna umówiłem się Kroliskiem, czyli Ulą Wojciechowską z teamu Sherpas. Z Warszawy ruszyliśmy z opóźnieniem, ale na miejsce dojechaliśmy jako jedni z pierwszych - Ula dostała numer startowy 21, a ja 23. Po drodze mijaliśmy prawdziwych twardzieli, którzy do bazy zawodów docierali z pociągu z Piotrkowa rowerem… pełen podziw! Wieczorem pogadaliśmy z innymi zawodnikami, ja uskuteczniałem pakowanie węglowodanów i ile tylko mogłem starałem się nafaszerować makaronem z sosem. Jak się okazało nocleg w namiocie był dobrym pomysłem, bo a) na trawce było miękko; b) biuro zawodów mieściło się we wspólnej sali noclegowej, więc na spokój i ciszy bym się tam nie spodziewał.

Rano o 7 pobudka i do sklepu po moje ukochane płatki śniadaniowe (czytaj węglowodany), których zapomniałem wziąć z domu. Operacja zakończyła się sukcesem i mogłem rytualnie zjeść Chocapici na ciepłym mleku – tak jak przed każdym maratonem rowerowym. Dla mnie jedzenie odpowiednie jedzenie przed wyścigiem jest bardzo ważne, naprawdę bardzo ważne. Potem jakieś gorączkowe przygotowania pod klapą samochodu, która świetnie chroniła mnie przed zawzięcie padającym deszczem. O 9:00 kilka słów od organizatorów i dostajemy mapy. Patrzę przez chwilę, wymieniam kilka opinii z Marcinem z Sherpas i pakuję mapę mapnika – tymczasem słychać gwizdek oznaczający start. Poszli…

Start –> 9
WalkaPada. Na jednej z kałuż zaliczam boczny poślizg przednią oponą i ląduję „na żabę” rękami i gębą w śmierdzącej błotnistej kałuży. Jednak moje obawy o moje niskobieżnikowe i wylajtowane oponki Furious Fred były uzasadnione. Myślę sobie, że może jakoś to przeżyję… Jadę obok Romka z Compassu (organizatora Adventure Trophy), mówię, że fajnie razem wystartować na jednych zawodach. W dojeździe na 9tke trzymam się jego, chociaż stado jedzie w prawo. Myślę sobie, że ktoś kto wydaje mapy jest też dobrym nawigatorem. Po 200 metrach stajemy i dokładniej patrzymy na mapę – wcześniej się nie za bardzo dało, bo walczyliśmy, by w ogóle jechać po piaszczystej drodze. Mówię do Romka „No gdzie są te doły?” – on odpowiada: „Chyba raczej górki…”. Racja jednak jest po mojej stronie i po chwili wracamy tam gdzie pojechali inni i złazimy w obniżenie terenu podbić punkt.

7
Na asfalcie gonię dużą grupę, by osłonić się od wiatru, ale jest ciężko. Tętno 170-180, >30km/h. Na domiar złego źle złożyłem mapę wkładając ją do mapnika i nie widzę dojazdu do 7ki. Mapa jest rozmoknięta i przerywa się w kluczowym miejscu… coś tam widzę, ale wjeżdżając w las trzymam się dwóch gości przede mną. Skręcamy za wcześnie w drogę na punkt, szukamy przy strumyku, ale nie ma. Decyduję napierać dalej lasem wzdłuż wody. Kawałek dalej spotykam Ulę, która też zbyt wcześnie skręciła, ale „o oczko” dalej niż ja. Prowadzimy rowery dalej i widzimy sylwetki rowerzystów przemykające się prze las. To Marcin i Damian, którzy dobrze wybrali dojazd i wpadają prosto na 7kę.

4
Shperpas się wlecze, więc przez bagno po kolana przy PK 7 napieram sam. Przed punktem mierzę odległość z licznika. W mojej pamięci następuje jakaś interferencja z dystansem etapu objawiająca się tym, że początkowo liczyłem 1cm = 650 metrów w terenie. Dość szybko orientuję się w swoim błędzie i uwzględniam poprawną skalę 1:50000. Skręcam w przecinkę, która ma mnie dowieźć na punkt… Coś zarośnięta ta przecinka – włażę z rowerem w gąszcz licząc, że to musi być to. O! Słyszę jakieś głosy, zostawiam rower i po chwil widzę lampion. Oho! Chyba troszkę później skręciłem niż myślałem, bo tą przecinką miałem iść dobre 500m. Ale co tam – udało się! Przechodzę po jakiejś bobrzej konstrukcji na drugą stronę rzeczki. Przy okazji zaliczam naturalne Spa: terapię pokrzywami i płukanie z syfu z kałuży po mojej wywrotce.

2
Krypą ze rajdowcamiDojazd wychodzi mi idealnie – trafiam prosto na PK, bez zbędnych emocji i wątpliwości.

6 – punkt żywieniowy
Z dwójki wyjeżdżam równo z powerłydkami w biało-niebieskich strojach. Oni decydują się na metodę siłową – asfaltem na około. Ja postanawiam kombinować krócej jadąc przez las. Nie był to najlepszy wariant. Dwukrotnie przejeżdżam jakieś skręty – tzn. staję 100m za jakimś skrzyżowaniem i bardziej dokładnie patrzę na mapę i wracam. Potem trochę grzęznę w błocie na czerwonym szlaku. Jak dojeżdżam do brodu na Pilicy to biało-niebiescy goście już tam są. PK jest po drugiej stronie więc wskakuję na krypę i jadę na drugą stronę zajadając żelik. Płynę ze znanymi z ARu Michałem Kiebłasińskim i Sławkiem Łobuzińskim. Oni zostają po drugiej stronie, a mnie nurtuje jaki wariant wybrał taki spec od nawigacji jak Sławek. Z bufetu przez pomyłkę nie korzystam, ale trudno mam swoje batoniki, a wody picia chyba mi wystarczy – nie jest jakoś strasznie gorąco.

5
Na piątkę jest szybko i łatwo. Po błotnych eksploracjach w drodze na poprzednik PK (6) wiem, że fragment czerwonego szlaku trzeba objechać i lecieć dobrą „biała drogą”.

10
To był trudny fragment. Przez chwilę rozważam przechodzenie w poprzek Pilicy – ponoć jacyś goście dali radę… ale nie wygląda mi to na idealne miejsce na bród. No i potem będzie mi się ciężko się namierzyć chociaż do 10tki w ten sposób jest bardzo blisko… Jednak szukam kładki oznaczonej na mapie – nawet pytam jakiś działkowiczy o drogę. Jest! Mostek wiszący – urokliwy. Wracając do wyścigu… ciężko najechać na 10kę. Tam po raz pierwszy czuję się zagubiony, a paskudny piach wszystko utrudnia. Na mapie dużo dróg, w rzeczywistości jeszcze więcej… jakąś jedna się zgadza, ale ktoś mówi, że tam PK nie ma. Nie możliwe! Jestem przekonany, że mam rację. Udało się, jest! Ale zmarnowałem tam ze 20 min.

8
Odjeżdzając z 10tki mijam Michała Kiełbasińskiego i Sławka. Ten fakt już totalnie nie daje mi spokoju, bo nie mogę wykombinować jaką kolejność punktów panowie wybrali… Przy ósemce spotykam Ulę, razem szukamy PK w złym miejscu – po chwili się poprawiamy. Proponuję wspólną jazdę, ale Ula krzyczy bym na nią nie czekał. Grzecznie się słucham i wykonuję elegancki szybki zjazd – yeah!

3
Na trójkę trafiam bez problemów. Na górce z pomnikiem spotykam gości w zielonych strojach z rowerowanie.pl - witamy się radośnie, bo spotkaliśmy się gdzieś wcześniej na trasie.

1
Z górki lecimy razem, potem na asfalcie lecę za chłopakami na kole, a na liczniku 40km/h! Jak oni to robią! Głupio się czuję, bo chciałbym dać zmianę, ale nie jestem w stanie… Razem nawigujemy do jedynki, a potem szybko asfaltem do mety.

Meta etapu 1.
Jestem 11. Fajnie. Dostaję mapę na kolejną cześć i… siadam. Jem i oglądam – na spokojnie planuję trasę. Dobrze byłoby jechać za zielonymi chłopakami, bo mega szybko lecą na asfalcie. Oni jednak szybko się zbierają, a ja oglądam, jem, tankuję… podjeżdżam do samochodu spakować więcej batonów. Po sekundzie kiedy schowałem kluczyk do samochodu wymyślam, że mogę jeszcze zmienić spodenki mokre od przechodzenia po pas w wodze. Muszę popracować nad przepakowym ogarnięciem.

14
Olewam 16tkę blisko bazy - zieloni tam pojechali, a ja liczę, że na długim asfaltowym dojeździe mnie dogonią i pojedziemy razem w pociągu. Sam też nieźle lecę, bo mijam 14tkę… Staję na poboczu i ktoś mnie mija – pytam go czy był już skręt na 14tk, a gość w koszulce LIRO nie chce mi za bardzo powiedzieć. W zamian zdziwiony pyta czy mam wszystkie PK z poprzedniego etapu – jak się okazało to był Daniel Śmieja, czyli Wigor, o którego wyczynach krążyły plotki w peletonie maratonów MTB. Wigor pytał mnie o PK, bo chyba wiedział, że wyjechał na dobrej pozycji na drugą pętlę a tu jakiś patafian pyta go o 14tkę. W końcu na punkt dojeżdżam na około zaliczając niepotrzebną górkę… Na dojeździe do PK widzę „zielonych”, którzy już wracają. Mam stratę ok. 1 min. więc się spinam by ich dogonić!

12
WalkaSpinam się… tętno >170. Szybko wpadam na 12tkę. Na tyle szybko, że nie patrząc kto stoi krzyczę radośnie, że ich dogoniłem. To inna ekipa (niebiesko-biali goście i wysoki zawodnik w żółtej kurtce). Zieloni ponoć pojechali inaczej.

11
Z wysokim gościem umawiam się w dwóch zdaniach, że jedziemy razem na 11tkę. Na początku ekipa jedzie za szybko i już odpuszczam, ale potem jakoś udaje mi się utrzymać ich tempo. Na rondzie w Przedborzu pomyłka. Żółta kurtka skręca na Włoszczową (ja zakodowałem w pamięci, że mi ten kierunek nie pasuje). Biało-niebiescy grzeją w jakąś dziwną stronę – jak się okazuje na 18tkę… zawracam. Patrzę na mapę i teraz w gęstej miejskiej siatce ulic widać, że powinienem był grzać za żółtym (po pierwsze dlatego, że potem wygrał całą trasę, a po drugie miał po prostu rację z tym skrętem na osławioną Włoszczową). Skoro jestem sam i nie mam kogo gonić to wrzucam bieg rekreacyjny. Przy PK widzę wysokiego gościa jak jedzie po grzbiecie, na który i ja mam się wspiąć. Troszkę jestem zagapiony jedząc żelik i nie zauważam, że gość wyjeżdża mi za plecami. Chwilę szukam tego wjazdu i po chwili sam jestem na górze.

17 – punkt żywieniowy
Dojazd bez problemu. Relaks, gadanie z dziewczyną na punkcie… siadam sobie, jem i patrzę na mapę.

13
Tu też nawigacyjnie nie mam problemów. Tempo mi trochę spadło nie jestem już taki świeży… mija mnie żółta kurtka. Punkt sam w sobie jest bardzo ciekawy – szyb solny. Co prawda przejeżdżam właściwy skręt, ale lasem też dojeżdżam dobrze - szukam przez chwilę i dość łatwo trafiam na odpowiednią ścieżkę.

15
Na szczęście dobrze wybieram wariant przejazdu do wsi Policzko. Znów widzę kogoś odjeżdżającego z PK. Tak w ogóle to znów za wcześniej skręcam w przecinkę/ścieżkę. Na szczęście ktoś tak powiesił lampion, że i z mojej ścieżki kilkanaście metrów obok było go widać.

18
Na przejeździe na 18tkę troszkę się zagapiłem i jechałem leśną droga równolegle do „białej drogi”. W pół drogi koryguję błąd wyjeżdżam na asfalt przez wieś – od razu mi średnia wzrasta o 10km… Potem lecę super ubitą i równą drogą przez las. Górka i zrobione.

19
Wybieram jazdę asfaltami trochę na około. Po raz pierwszy w życiu czuję kolana – lekko tlący się ból. Skupiam się na czymś innym i napieram dalej. Do przejechania na północ jest kilka kilometrów, a wmordewind zadania nie ułatwia. Testuję różne pozycje aerodynamiczne – najlepsza (z rękami na koronie amora) przy takim samym tętnie podnosi mi prędkość z 24 do 27km/h. No i ręce się mniej męczą niż przy podobnym pochyleniu i rękoma na kierownicy.

Przed 19tką zaliczam Pilcę w bród - już nie wzbudza to u mniej jakiś specjalnych emocji. Do punktu koszę na azymut przed łąkę z trawami sięgającymi po kierownicę. W czymś co według mnie mogłoby być grodziskiem stożkowym (a tego szukam) słyszę głosy. Od mojej strony dostępu zaciekle bronią jeżyn - wołam czy jest jakieś inne dojście. Jest. Ekipa pyta mnie ile mam zaliczonych punktów. Jak mówię, że brakuje mi tylko 16tki słyszę pomruk podziwu – to było miłe. Podpytują mnie jak najechać na 14tkę, a w zamian dostaję podpowiedź jak wyjechać z tego całego grodziska.

16
Odliczam kilometry - na liczniku już mam ich 150. Grzeję asfaltami do kamieniołomu. Ostatni nierówny odcinek przecinką przeklinam strasznie. Szukam lampionu i… znów słyszę głosy (prawdziwe!). Jest lampion. Mały wspin po piaskowcowym wyrobisku, bo oczywiście dojechałem od drugiej strony. Teraz już tylko napieram do mety. Na wspomnianej wcześniej przeklętej przecince zjeżdżam z zawrotną prędkością, trochę rzuca i boję się, że złapię gumę (pompkę zgubiłem przy na którymś brodzeniu). Czuję silny magnetyzm mety. Na asfalcie daję z siebie wszystko. Tętno 189. Wcześniej ktoś krzyczał z samochodu „dawaj, dawaj, dawaj” – jest ta euforia finiszu… Wpadam do biura zawodów – jestem szósty, a moi zieloni goście, których goniłem przyjechali minutę wcześniej. Ha! Zaraz po mnie wpada Sławek Łobuziński, o którego wariantach mentalnie spekulowałem całą drogę. Hurra! Ale fajnie.

Meta
Na mecie gadamy ze Sławkiem o przygodach na trasie, o rajdzie w Słowenii, o pozycjach aerodynamicznych. Bardzo jestem z siebie zadowolony – szczególnie dlatego, że nie mam tak dużo doświadczenia z nawigacją rowerową, a udało mi się objechać sporą liczbę gości paradujących w koszulkach z Harpa czy Grassora… Myślę, że teraz będę bardziej wierzył w swoje umiejętności nawigacyjne, bo do tej pory chyba je trochę umniejszałem. Zawody były bardzo fajne - trasa (szczególnie pierwsza pętla) była ciekawie ułożona, bardzo dobre mapy, bufety na trasie. Chyba jadę ścigać się za rok, bo teraz to rekreacja była… :)

9h10 (czas jazdy 7h43), 157km, 19PK, 4 miejsce ex aequo.

Strona zawodów: www.bikeorient.pl

Napisał/a: Janek, 2009-06-29 01:42:16 komentarze (10) || skomentuj

Ula, 2009-06-29 09:24:38, napisał/a:

Bravo, bravo ;)
Jestem pod wrażeniem wyniku, tak trzymaj. I się nie gub więcej, a właściwie nie to, tylko bardziej koncentruj się na mapce, zamiast wypatrywać kolorowych koszulek konkurentów ;)
I relacja fajna.
Pozdrawiam!
ps. Ehhhh, żebym ja miała taką łydkę...

Łucja, 2009-06-29 19:48:14, napisał/a:

Dumna jestem! Nie zdawałam sobie sprawy, że to jest aż tyle kilometrów!

No i pięknie z tą nawigacją! Ja w ten weekend po raz pierwszy miałam możliwość pojechania z mapnikiem i nawigowania. Strasznie mi się podobało! To jest naprawdę fajne!!!

Łucja, 2009-06-29 23:31:49, napisał/a:

Janek zajął 4 miejsce! Na drugiej pętli odzyskał stratę do zielonych gości i się z nimi zrównał. Rewelacyjny wynik! 9h10 minut.

aka, 2009-06-30 06:45:49, napisał/a:

Gratulacje także dla Uli, która zajęła 2. miejsce w kategorii K. I także już napisała relację :)

Ula, 2009-06-30 17:59:10, napisał/a:

dzięki ;)
w końcu nie wiem, jak to z tym miejscem Janka - 4 czy 6? oni tam chyba wpadli we trzech wszyscy naraz?

Łucja, 2009-07-01 22:36:07, napisał/a:

Janek był w końcu 4 ex aequo z tymi, których gonił.
Miał lepszy czas w drugim etapie niż oni i nadrobił swoją stratę.

Łucja, 2009-07-01 23:19:07, napisał/a:

Ja mogę się za to pochwalić 3 miejscem w trójkach Mixach na Rat racie w Bristolu. W generalce 34 na 128 zespołów. Relacja w trakcie pisania :)

aka, 2009-07-02 08:46:29, napisał/a:

Brawo Łucja i pozostali z trójki na Wyspach Brytyjskich! Świetnie Wam poszło - i pomyśleć, że nigdy razem nawet nie trenowaliście... Macie potencjał.

Ula, 2009-07-02 14:05:56, napisał/a:

Z ciekawością przeczytam relację z tego wyścigu szczurów ;) super wynik! A na naszej stronie wkrótce (może to być takie dluższe wkrótce) powinien się pojawić wywiad... zgadnijcie z kim? Ha ha, ni mniej ni więcej, tylko z napieraczem Jankiem! Czekam tylko na autoryzację ;) Jak już go wrzucę, to oczywiście dam znać. Pozdrawiam!

Łucja, 2009-07-02 15:07:34, napisał/a:

Ale fajnie, wywiad z Jankiem!

Skomentuj ten wpis!

© copyright by Niezła Korba 2008-10; wszystkie prawa zastrzeżone
stronę obsługuje dobrydesign.net
X

Dodaj komentarz




O Adventure Racing

Rajdy przygodowe, czyli Adventure Racing (AR) to multidyscyplinarne, długodystansowe, zespołowe zawody na orientację rozgrywane w formule non stop.

dowiedz się więcej

Nasze plany

Zaloguj się!



zapamiętaj mnie

napieraj.pl     pk4.pl blog ekstremalny

sherpas rt    team 360 stopni

Nonstop Advenutre   exmedio

SleepMonsters