Logo Niezła Korba

Na skróty

2010-09-04
Zaczęło się!
komentarzy: 17

2010-08-15
Niezła Korba w Salzkammergut
komentarzy: 3

2010-07-09
Relacja on-sight - zespół EnKa
komentarzy: 1

Nakarm RSS postami.

Ostatnie komentarze

2010-09-09 00:05
Janek:
Jaka jest strona Krzyśka?...

2010-09-08 23:05
Maciej:
Krzysiek Dołegowski też pisze na swojej stronie, że rajd b. trudny ze względu na warunki pogodowe. ...

2010-09-06 22:11
marta:
ajjj jakie słodziaki na początku ;)...

2010-09-06 21:48
niespodzianka:
http://www.compass.krakow.pl/wisla/galeria/hitec_2010_foto_1/index.html#slides/IMG_4968.JPG...

2010-09-06 17:22
Asia:
Podobno im trudniejsze warunki, tym lepszy trening ;) - tym razem nie udało się ukończyć trasy, ale ...

Nakarm RSS komentarzami.

Polecamy: rAId - Alternatywna Inicjatywa

rAId - Alternatywna Inicjatywa

Czart zwany Rozwojem

Kiedy to było? Może luty, może marzec zeszłego roku? Z resztą może to nie jest ważne. Pamiętam na pewno, że któregoś wieczora przyszedł Janek i powiedział, że zaczął biegać i że właśnie idzie na trening. Moja pierwsza reakcja musiała być negatywna, nawet jeśli tego głośno nie powiedziałem. „Bieganie?! Przecież nienawidzę biegać!” – musiałem pomyśleć. Bieganie to zadyszka, zatykanie w tchawicy i jeszcze pewnie masa innych nieprzyjemnych rzeczy, z którymi nie chciałem mieć nic wspólnego. Nie mówiąc już o tym, że jeszcze w podstawówce bieg na 3 km skończył się wizytą w domu po leki na astmę...

„No dobra, idę.” – powiedziałem, choć na pewno bez większego przekonania. W końcu co przyjemnego może być w bieganiu?

Próg domu przywitałem ze zdziwieniem. Po pierwsze – żyłem. Nie dość, że nic mi się nie stało, to jeszcze do tego mój układ oddechowy pracował wzorowo. Po drugie – wcale nie byłem taki zmęczony jak po pogodni za autobusem. Po trzecie – było całkiem przyjemnie. „Może to nie jest takie złe?” – pomyślałem.
W tamtym czasie zrobiliśmy jeszcze kilka takich treningów. Tętno 140 (Janka, bo ja chyba jeszcze nie wiedziałem co to jest pulsometr), prędkość mniejsza niż byśmy szli. Wydawało mi się to trochę śmieszne, że tak sobie truchtamy, a przecież szybciej byłoby po prostu spacerować. Ale rzeczywiście był w tym sens, bo nawet po tym „świńskim truchcie” czułem, że biegłem.

Od czasu do czasu biegałem nawet samemu. Ta forma ruchu przestała być utrapieniem – przekonałem się, że bez problemu mogę biegać. Tylko z głową. Taki kolejny pierwszy krok, jakaś zmiana, nowe wyzwanie i kolejna rzecz, którą robię w życiu pełnym przygód. Super!
Od grudnia poprzedniego roku zaczęliśmy planować organizację imprezy, która miała być kolejną, bardziej rajdową odsłoną Niezłej Korby, czyli rajdu harcerskiego organizowanego przez nas w 2007 roku [spójrzcie na film z NK2007, zrealizowany przez Piotra Rzepczaka]. W marcu doszliśmy do wniosku, że nie damy rady zorganizować dużego rajdu, więc w podanym terminie obiecaliśmy imprezę zastępczą. Tak właśnie powstał rAId, czyli Alternatywna Inicjatywa. Z jednej strony „alternatywa” dla Niezłej Korby, a z drugiej – „alternatywa” dla dotychczasowego spędzania czasu, schematów. W końcu kto normalny zdecyduje się na wzięcie udziału w stukilometrowym ściganiu pieszo-rowerowym?

Potem był rajd „X-treme” organizowany przez harcerzy z hufca Praga-Północ, na którym wystartowaliśmy pod szyldem Niezłej Korby, udana, druga edycja rAIdu i wakacje. Gdzieś w tym wszystkim przewijały się treningi biegowe – nieregularne, robione zrywamy, za szybkie, trochę bez pomysłu i kontroli – a z czasem, kiedy dorobiłem się własnego sprzętu, także rowerowe – równie nieskładne. Potem październik, listopad, grudzień, które minęły pod znakiem co raz bardziej skoordynowanego biegania i nastał rok 2009. Rok, w którym wszystko to nabrało sensu.
Jeszcze w grudniu, dzięki życzliwości przyjaciół, dorobiłem się pulsometru. Od nowego roku zacząłem prowadzić kalendarz treningowy, który dobitnie pokazał moją niekonsekwencję i nieregularność, ale jednocześnie na horyzoncie pojawił się pierwszy porządny cel, który dobrze motywował do trenowania – Zimowy Rajd 360 stopni. Dla mnie był to kamień milowy – pierwszy start w ogólnopolskich zawodach! Muszę przyznać, że wynik tego rajdu bardzo dobrze wpłynął na moje postrzeganie całej tej „zabawy”. Chyba właśnie wtedy doszedłem do wniosku, że: „Tak! To naprawdę jest świetne! Chcę więcej!”. Poczułem, że dotychczasowy trening działa, że jestem w stanie biec kawałki odcinków pieszych. To było bardzo budujące.
Mocniejsze uczucia towarzyszyły mi ponad miesiąc później na rajdzie On-Sight w Poznaniu. Czułem moc, chęć napierania, możliwość biegu – całym ciałem doświadczałem, że jestem lepszy niż wcześniej. Podobnie jak podczas marcowego Półmaratonu Warszawskiego, który był moim pierwszym (i prawdopodobnie ostatnim) spotkaniem z asfaltowym bieganiem i pierwszym przebiciem bariery 20 km biegiem. Przyjemnie było wtedy patrzeć na publiczność na mecie i przyjemne było uczucie, że ja, który jeszcze rok wcześniej nienawidził i bał się (tak, chyba tak właśnie było!) biegać, stoję jednak po drugiej stronie barierki z czasem 1:52:16.

Dobrze przetrenowany kwiecień i połowa maja, miały zostać sprawdzone w Zawierciu i na Górze Ślęży, ale jedyne co mogłem w tym czasie zrobić to podbić PK w aptece kupując coś na przeziębienie. Na szczęście w planach była jeszcze czwarta edycja rAIdu, więc ścigania nie zabrakło.

W niedzielę, zrobiłem fajny trening. Trening, który przypomniał mi wszystko co napisałem powyżej i uświadomił, jak wiele się zmieniło. Przebiegliśmy 18.7 lub 20.45 km (w zależności od źródła). W mieście, w lesie, po polu. W 2 godziny i 6 minut. A kiedy następnego dnia normalnie wstałem z łóżka, pomyślałem, że bieganie jednak nie jest złe. Wręcz przeciwnie – jest przyjemne. A obserwowanie własnego rozwoju daje mi bardzo dużo satysfakcji. I chcę więcej!

Napisał/a: Olek, 2009-06-17 00:22:20 komentarze (5) || skomentuj

mania, 2009-06-17 07:44:30, napisał/a:

Tak jest ! ja też odkryłam w zeszłym roku jakie bieganie jest przyjemne, a obserwowanie tego im dalej i łatwiej mogę biec jest niesamowite!

Maciej, 2009-06-17 23:01:33, napisał/a:

Olek. Jak następnym razem będziesz szedł na 2h06m trening to daj znać. Chętnie dołączę do ciebie.:-)
Dla mnie bodżcem do regularnych treningów jest perspektywa kolejnych startów w maratonach rowerowych i rajdach AR. Tych pierwszych zaliczyłem już wiele (i jeszcze mi siechce). Tych drugich tylko dwa - ale za to jakich fajnych (Rajd 360 z Olkiem w jednym teamie <Łucja i Janek byli w drugim> oraz w Bergsonie na trasie speed z Jankiem < z którego niestety ze względu na moją kontuzję musieliśmy się wycofać; pocieszam się jadnak, że mało kto - słowa Maćka Tracza - kończy Bergsona w pierwszym podejściu>. Czekam na kolejne rajdy AR i wspólne treningi. Sie ma.

Janek, 2009-06-19 13:45:32, napisał/a:

Z chęcią skomentuję tekst Olka, ale muszę się bardziej namyślić... :)

Tymczasem szukam partnera na Supermaron rowerowy - 200km i 5000m przewyżeń:
http://www.kellys-team.pl/pliki/grafika … ufetym.jpg
http://www.kellys-team.pl/kellys_events … HALANSKI-/
Start w tą niedzielę o 4:30 rano, limit >16h, 125zł wpisowego. Wyjazd byłby jutro.

Łucja, 2009-06-22 10:33:09, napisał/a:

Olku, bardzo ciekawy jest ten Twój opis. Ja to miałam troszkę inne etapy w rozwoju mojego biegania. W zeszłym roku jakoś w marcu postanowiłam zacząć biegać. Nie było to łatwe, starsznie się męczyłam. Jeszcze porównywałam się do koleżanki, która od lat codziennie biega.

Potem szło już ciut lepiej, dorzucałam po kolejnych 10 minut, ale jak nadszedł czas wakacji to wszystko się gdzieś rozmyło.

No i od jesieni też zaczęłam próby truchtania, ale po pierwsze buty mnie obcierały a potem rozwaliłam kolano i znowu przerwa.

A teraz? Biegam po dwa, trzy razy w tygodniu. Potrafię biec szybciej, wolniej, krócej, dłużej i rzeczywiśćie po prostu sprawia mi to przyjemność. I to jest chyba ta najważniejsza lekcja. Bieganie jest fajne.

Janek, 2009-06-25 20:41:57, napisał/a:

Ja nie powiem nic specjalnie nowego. Jeszcze rok temu nie lubiłem biegać, bałem się biegania bo... nie umiałem tego robić! Pamiętam pierwsze próby truchtania z Michałem Głowackim po Parkofrajdzie - chwila biegu (trchtu tudzież truptania), tętno rosło do 140 i trzeba było przejść do marszu. Masakra. Potem było coraz lepiej - trzeba tylko przekroczyć tę początkową barierę. Teraz wiem, że jestem w stanie biec i biec. Najdłużej biegłem 3h20 i mam nadzieję, że to nie jest moje ostatnie słowo. Myśl o maratonie mnie nie przeraża (w sensie dystansu, bo o intensywności tego wysiłku myślę inaczej). Co więcej, strasznie kusi mnie bieg na w maratonie na orientację (100km) - w związku z tym zamierzam szykować się na wiosennego Harpa... Myślicie, że 14-15h biegu jest niemożliwe - przecież ludzie to robią! :) Co do biegania to chciałbym rozwijać się w tej kwestii (nawet kosztem roweru), bo nadal nie jest to moja najmocniejsza strona - szczególnie w kontekście ścigania się na rajdach. Kiedyś trenując uda mi się przebiec 250km w miesiąc!

Skomentuj ten wpis!

© copyright by Niezła Korba 2008-10; wszystkie prawa zastrzeżone
stronę obsługuje dobrydesign.net
X

Dodaj komentarz




O Adventure Racing

Rajdy przygodowe, czyli Adventure Racing (AR) to multidyscyplinarne, długodystansowe, zespołowe zawody na orientację rozgrywane w formule non stop.

dowiedz się więcej

Nasze plany

Zaloguj się!



zapamiętaj mnie

napieraj.pl     pk4.pl blog ekstremalny

sherpas rt    team 360 stopni

Nonstop Advenutre   exmedio

SleepMonsters