DyMnO 2009 - wrażenia
Igor:
Moje przemyślenia po ponad dobie od zakończenia rajdu i powrotu do domu mogą wydawać się późne, jednak dopiero teraz mogę powiedzieć, że zupełnie doszedłem do siebie.
Może zacznę od liczb, to chyba dosyć dobrze przedstawi całą naszą sytuację w czasie rajdu.
Godzina 7:00 start- teoretycznie. Zjawiliśmy się chwilę później i właściwie nie ruszyliśmy od razu- na starcie jeszcze OleK wypsikał nas którymś z popularnych Komarozoli, a ja wyznaczyłem trasę. Na rowery wsiedliśmy jakieś 5-7 min po 7ej.
Trasa rowerowa w części 1szej miała mieć ok 60km. Do godziny 11:30 zdążyliśmy zrobić praktycznie połowę trasy wliczając w to odcinek specjalny wzdłuż małej rzeczki.
I wtedy To się stało. Jechaliśmy piaszczystą leśną ścieżką, do najdalszego na mapie punktu 'B'. Na zjeździe z górki wjechałem przednim kołem na gałąź, która leżała prawie równolegle do kierunku jazdy. Musiała wyskoczyć spod przedniego koła i z jednej strony wpaść w obrys jaki tworzy łańcuch a z drugiej tylne koło. Kiedy znalazła się pod tylnym kołem zadziałała jak dźwignia, która odgięła hak tak, że przerzutka sterczała mniej więcej prostopadle do koła...
Co się stało zorientowałem się dopiero po chwili, kiedy nie mogłem kręcić korbą.
Nie miałem wyboru- musiałem odgiąć hak, jeśli miałem jechać dalej. Ten jednak powtórnego zgięcia już nie wytrzymał.
Naradziliśmy się z OlKiem i stwierdziliśmy, że nie możemy się tak po prostu poddać. Okręciłem zębatki przerzutki, a samą przerzutkę przykleiliśmy na silver-tape'a do ramy.
Plan był taki, że miałem jechać na luźnym łańcuchu- ten jednak ciągle spadał.
Stwierdziliśmy, że będziemy nacierać do drogi- może tam uda nam się coś zdziałać. Po drodze Olek podbił jeden PK. Tak się złożyło, że z naprzeciwka nadjechało parę zespołów i ktoś pożyczył nam skuwacz (Ogromne Dzięki!). Po raz pierwszy w życiu rozkułem i skułem łańcuch, właściwie jak skończyłem to pojawił się rajdowiec, któremu zwróciłem jego skuwacz.
W lepszym nastroju ruszyliśmy z OlKiem naprzód. Ja nie za szybko, bo na stałym przełożeniu nie jest wcale łatwo. Plan był prosty- dotrzemy do drogi, a stamtąd już będzie mi łatwiej.
Łańcuch pękł po drodze. Wtedy zaczęliśmy się zastanawiać nad holowaniem. Pierwszym pomysłem było, żeby użyć pasków- ale później OleK wpadł na pomysł, żeby użyć dętek od roweru. To był jak się później okazało Świetny Pomysł. Elastyczny hol świetnie nadawał się do ciągnięcia w nierównym terenie- nawet po piaszczystych drogach i łąkach. Właściwie chyba tylko raz zdarzyło się, że ściągnąłem OlKa za hol z roweru.
Długo by opowiadać co było po drodze. Generalnie kolejne jakieś 30km, może więcej przejechaliśmy ciągnąc się na zmianę.
Ok 16:30 skończyliśmy pierwszą część etapu rowerowego.
Przyszedł czas na kajaki. Najpierw uzupełniliśmy płyny w bidonach (nie przewidzieliśmy, że będziemy w trasie rowerowej ponad 9 godzin- więc chyba ok 14-15 nie mieliśmy już żadnych płynów ze sobą). I tak dobrze, że OleK miał ze sobą camelback'a. Do torby przy pasie włożyłem nowy zestaw jedzenia i bidon oraz zabrałem drugą torbę- również z jedzeniem i piciem.
Plan na kajaki był prosty- "minimalizacja strat". Mieliśmy jakieś 3h z hakiem, najlepsza drużyna zrobiła ten etap w 3,5h- chyba, może w 3h.
Zamierzaliśmy ogarnąć strefę gdzie były skumulowane 6 punktów, a później- być może jeszcze jedno zakole rzeki.
Ostatecznie znaleźliśmy 5 z zamierzonych 6 punktów i wróciliśmy krótko ok 19:20 na przepak. Byliśmy zmęczeni (ja szczególnie fizycznie- kajakowanie to nie moja domena)- nie było sensu marnować sił w poszukiwaniu chimery i korzenia mandragory. Chcieliśmy zaliczyć wszystkie odcinki tego rajdu- było to jeszcze realne.
Ok 19:30 wyruszamy na BnO. Na początku faktycznie idziemy dość szybko. Powoli się ściemnia a z nas schodzi zmęczenie, zaczynamy podbiegać kawałki. Mapa była dokładna i aktualna, nie miałem żadnego problemu z orientacją - do punktów trafialiśmy jak po sznurku. Dużo biegaliśmy na skuśki, żeby oszczędzić drogi- las był w większości o dobrej przezierności. Tylko z ostatnim (a może przed ostatnim) mieliśmy trochę więcej zabawy- ale i ten znaleźliśmy nie dłużej jak po 5 min, szukania.
Nie minęły 2 godziny od wyjścia, a my byliśmy z powrotem w bazie, ze wszystkimi punktami podbitymi. Sądzę, że to nieźle jak na BnO na 10km.
Ok 21:30 wyjeżdżamy na ostatni etap rowerowy- na mapie sprawa była prosta. Rzeczywistość uderzyła nas z mocą młota pneumatycznego. Przecinki w lesie okazały się ledwo przejezdne- ale przeciągnęliśmy się przez nie. Zajęło nam to ponad 2 godziny- na prawdopodobnie jakieś 12km.
Co ciekawe po drodze spotykaliśmy jeszcze inne ekipy z trasy Ekstremalnej.
Niestety czasami nawet słupki kwadratów lasu- nie wyznaczały dokładnie położenia ścieżek, prowadzących do punktów- zwłaszcza do 15stki.
16 szukaliśmy długo- z resztą nie tylko my. Kiedy oddaliśmy pola ciemności i zaczęliśmy wracać do szkoły, z ciemności wyłoniła się 16stka.
Było wiele radości. To był przypadek, ale szczęśliwy tym niemniej. Mieliśmy odnaleziony wszystkie punkty na etapach lądowych do tej pory! A na dętkach ciągnęliśmy się co najmniej 40km.
Kiedy dotarliśmy do szkoły po 24tej, nie było już szansy, że ukończymy w całości etap 4ty i ZS. Postanowiliśmy wyjść, żeby zrobić ile się tylko da i wrócić przed 3cią.
W tym momencie byłem już mocno zrezygnowany i wykończony jak tylko wykończony ogier być może. W trasie zrobiło mi się jeszcze na dodatek zimno. Kiedy szukaliśmy punktu '1', spotkaliśmy sympatyczny zespół z którym wcześniej szukaliśmy '16stki'. Osobiście już odpuściłem, ale wtedy OleK znalazł '1kę'. Mogliśmy wracać z uczuciem spełnienia. Więcej nie mogliśmy już zrobić. Wróciliśmy jakieś 38min przed wyznaczonym końcem. Może mieliśmy dostać kary za nie odnalezione punkty, ale mieliśmy zrobić wszystkie etapy. Na więcej przynajmniej ja nie miałem już sił.
Na koniec wciąłem jeszcze jedną z przysługujących nam słodkich buł i firmową Herbatę z Gara :)
Szybko położyłem się do śpiwora, po drodze zdążyłem jeszcze dostać drgawek- było mi ch#ernie zimno. Zasnąłem jak dziecko.
OleK:Już się przespałem. Widzę, że teraz mógłbym jeść i pić przez cały czas. Oto krótkie komentarze do poszczególnych etapów DyMnO.
Na całym rajdzie najbardziej podobała mi się przyroda. Nie spodziewaliśmy się, że tak blisko od Warszawy spotkamy tak piękne tereny. OS rowerowy był wzdłuż małej rzeczki całkowicie zmodernizowanej przez bobry. Nawet przekraczanie rzeczki odbywało się po bobrzej tamie. Ten fragment był przepiękny! Żałowałem, że nie przyjechałem na zdjęcia i nie ma czasu pozachwycać się widokami.
Gdy Igor stracił przerzutkę pojawiło się realne widmo konieczności wycofania z rajdu, ale Nizała Korba się nie poddaje! Naszym głównym celem od początku było ukończenie trasy w limicie czasu. Postanowiliśmy, że idziemy dalej i po drodze coś wymyślimy. Spotkaliśmy ekipę, która pożyczyła mam na 10 minut skuwacz do łańcucha, żeby zrobić go na sztywno. Niestety, wyszło nasze nieprzygotowanie :(. Po pierwsze nie mieliśmy własnego zestawu narzędzi, po drugie doświadczenia w reperowaniu łańcucha. To kolejna rzecz, której trzeba się uczyć w mamach "treningów", bo na trasie jest już za późno. Po kilkuset metrach skuty łańcuch pękł i nie było co liczyć na pomoc. Na szczęście czekały nas niezłe drogi, nawet asfalt i do Szumina dawało się holować. Niech od teraz dętki będą obowiązkowym elementem wyposażenia NK. To doskonały, wytrzymały i dynamiczny hol. Łatwo go założyć – na siodełko pierwszego i kierownicę drugiego roweru. Byłem zaskoczony jak dobrze to działa.
Na kajaki dotarliśmy bardzo późno. Musieliśmy je skończyć w 3,5 godziny. Najlepsi w takim czasie zrobili cały etap kajakowy. Pływanie po Bugu pod prąd jest strasznie ciężkie. Sterowanie kajakiem na takiej rzece, to dramat. Zrobiliśmy tylko 5 punktów z kilkunastu. Poruszaliśmy się po wodzie stojącej, czyli starorzeczach i rozlewiskach, a i tak nie szło nam najlepiej. Brakowało zgrania. Przy naszych umiejętnościach kajakowych pływanie nurtem było bez sensu. Na dodatek w czasie kajakowanie dwa banany wyszły z siebie do kieszeni moich bojówek (cała kieszeń pulpy bananowej!), chyba żeby mi popsuć humor. Aby zrobić ten etap powinno się spływać z nurtem, a wracać lądem. Tak robili ci, którzy zaliczyli całość, ale przenoski były kilkusetmetrowe (!), a kajaki bardzo ciężkie. Nie wyobrażam sobie jak to zrobili.
Pierwszy BnO poszedł nam bardzo ładnie za sprawą brawurowej nawigacji Igora. Na punkty wychodziliśmy bez pudła. Dzięki Igorowi od początku rajdu mogliśmy się ścigać z innymi ekipami (choć zamarudziliśmy na starcie), bo wybieraliśmy lepszą trasę i w ten sposób niektórych przeganialiśmy. Oczywiście tylko do momentu awarii (choć jedną ekipę wzięliśmy dwa razy już jak byliśmy na holu ). Na BnO nawet były fragmenty, kiedy próbowaliśmy podbiegać, ale ogólnie poruszaliśmy się szybkim marszem.
Drugi etap rowerowy był straszny! Holowaliśmy się około 12 kilometrów w nocy, częściowo przez wąskie przecinki leśne porośnięte krzakami, młodymi drzewkami, które trzeba było brać na kierownicę, jeżynami, czasem były też powalone drzewa. Tego nie da się opisać. Ja na początku tego etapu byłem podłamany, ale Igor był pewny swojej nawigacji i dawaliśmy radę. Na tym etapie spotkaliśmy kilka ekip, które nas dogoniły, a spędziły więcej czasu niż my na kajakach. Jak widać nasza taktyka, polegająca na zrezygnowaniu z większej części trasy kajakowej i skończeniu jej wcześniej, żeby wyrobić się w czasie miała sens, bo utrzymywaliśmy się wśród innych drużyn. Na etapach rowerowych podbiliśmy wszystkie punkty!
Ostatni BnO postanowiliśmy zaatakować tylko po to, żeby odnajdując jeden punkt zaliczyć całość trasy. Na pamięciówkę nie było już siły. Choć to zaledwie kilkanaście minut marszu, to ból mięśni i kolan sugerował, że trzeba kończyć zabawę, już ledwo się wlekliśmy, nawet z kijkami.
Jako, że był to mój debiut powiem, że bardzo podobała mi się atmosfera na trasie. Wszyscy byli mili i pytali się co nam się stało, gdy widzieli nasz tandem. Niestety i tak w niczym nie dało się nam pomóc.
Do najprzyjemniejszych i najciekawszych elementów zaliczam OS rowerowy, przejście brodem rzeki w wodzie do połowy kieszeni bojówek z rowerami na plecach, i BnO, na którym spotkaliśmy dorodnego bobra.
Po zakończeniu eskapady byliśmy całkowicie wycieńczeni, ledwo się ruszaliśmy i poszliśmy spać dygocąc z zimna, choć zimno nie było. Czułem się wtedy przefatalnie. Napieraliśmy prawie 20 godzin, a najlepsza dwójka pokonała trasę w niecałe 13. To chyba dzięki kajakom, które poszły im rewelacyjnie.
Dziś sobie uświadomiłem, że przez cały rajd nie rozmawialiśmy chyba o niczym, poza sytuacją na trasie. Ciekawe, jak ogranicza się świat podczas takiego wysiłku, gdy myśli się tylko o dotarciu do celu.
Napisał/a: Janek, 2009-05-11 19:23:16 komentarze (34) || skomentuj
Janek, 2009-05-11 19:24:39, napisał/a:
Panowie - wrzuciłem Wasze komentarze jako nowy post. Obaj macie konta to możecie dodawać newsy - to przecież nasz wspólny blog. Igorze, czekam na jakieś zdjęcia to dodam do tekstu.
Igor, 2009-05-11 20:11:33, napisał/a:
Point taken :)
Zdjęcia wysłałem, nie ma ich wiele- byliśmy nastawieni na co innego niż robienie zdjęć.
Łucja, 2009-05-11 23:34:10, napisał/a:
Naprawdę Was podziwiam za determinację! Następnym razem sprzęt zadziała i z taką wolą walki daleko zajdziecie! :)
Igor, ciekawy tekst. Kilka razy naprawdę wybuchałam śmiechem nie do powstrzymania. Publikuj częściej (i częściej startuj oczywiście).
Janek, 2009-05-12 10:51:15, napisał/a:
Kwestie techniczne już ogarnięte - macie dodane zdjęcia. Teraz mogę skomentować treść. :)
Chciałem powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem waszej determinacji w ukończeniu rajdu! Super postawa, będę sobie o Was przypominał jak będę miał jakiś kryzys na trasie. Cieszę się, że dobrze Wam się współpracowało i że NK była reprezentowana na kolejnym rajdzie. To będą kolejne punkty do rankingu - w NZARP jesteśmy na 15. miejscu, a w KRRP na 23. Gratuluję też sprawnej nawigacji - jak gadałem z Olkiem to bardzo zachwalał. Świetnie!
Powiedzcie jeszcze, są jakieś wnioski z Dymno? Jakieś przemyślania, doświadczenia? Relację mamy, a teraz wyciagnijmy coś z tego - już wiemy, że trzeba wozić skuwacz (ja wożę!) i najlepiej dwie dętki.
Igor, 2009-05-12 13:13:50, napisał/a:
Gdybym miał ze sobą zapasowy hak- to w ogóle nie byłoby problemu. Wcześniej nie sądziłem nawet, że mógłbym popsuć ten element.
A użycie skuwacze muszę jeszcze przećwiczyć. Teraz mam nawet do tego łańcuch.
Kolejny wniosek to taki, że muszę maksymalnie zwiększyć wielkość bidonów. Jak ktoś chce spróbować to zapraszam po łańcuch.
Jeszcze jeden to takie, że świetnie jeździło mi się z przytroczoną do pasa torbą od Grota. Taka torba sporo mieści a nie przykleja się do pleców jak plecak.
Janek, 2009-05-12 15:50:51, napisał/a:
Gdzieś widziałem propozycję by w przepaku na długim rajdzie mieć hak przerzutki... Jak widać ma to sens.
Igor, 2009-05-12 18:44:17, napisał/a:
Na przepaku nie wiele by mi to dało. Było to jednak minimum 20 km, od miejsca gdzie straciłem napęd. A sam hak jest na tyle mały, że można go wozić ze sobą. W sumie nawet jeden na zespół wystarczy- podejrzewam, że hak jest uniwersalny.
Janek, 2009-05-12 18:59:15, napisał/a:
Haki nie są uniwersalne i są drooogie. Mój kosztuje 100zł, ale jak się w sklepie oburzyłem to kupiłem za 50. :)
A jak jedzenie? Jak gorąc? Naprawdę napierałeś z cieżkim wojskowym pasem?! Nie może to być zbyt wygodne do biegania...
Igor, 2009-05-12 22:11:00, napisał/a:
Drogawo.
Mój chyba kosztuje 19 zł, więc to nie majątek- ale to i tak dość sporo jak na kawałek utwardzonej blachy.
Co do torby- to nie jeździłem z pasem wojskowym. Torbę przytroczyłem do normalnego paska od bojówek- takiego w jakim chodzę praktycznie na co dzień. I to robiło robotę.
Nie można w ten sposób przewozi zbyt wielu rzeczy, ale mały plecak może moim zdaniem spokojnie zastąpić.
OleK, 2009-05-12 22:49:30, napisał/a:
Mnie na początku rajdu strasznie wpieniał camelback. Był chyba za mocno ściśnięty i przy każdym pochyleniu do przodu, nawet najmniejszym, lał na mnie Isostara. Doprowadzało mnie to do furii. Jak sporo upiłem, to sytuacja się uspokoiła.
Ciekawe, że wczoraj miałem lekkie zakwasy, dziś ich nie czuję w czasie normalnej aktywności. A spodziewałem się strasznych dolegliwości przez tydzień i więcej. Najbardziej czuję obręcz barkową, bo na kajakach wysiłek był najintensywniejszy. Na pozostałych etapach był długi, ale widocznie mniej intensywny.
Janek, 2009-05-13 16:12:17, napisał/a:
Znalezione w sieci - koszulki prezentują się świetnie:
http://yama02.enetia.pl/Dymno/2009/html3/pages/image/imagepage11.html
Olek, 2009-05-13 18:32:10, napisał/a:
A ile dostaliście map? Dwie?
OleK, 2009-05-13 22:11:12, napisał/a:
Na każdy etap były dwa komplety map, po jednym dla każdego. Na rowerowym była mapa ogólna całej trasy i szczegółowe wycinki każdego punktu i OS, na kajakach zalaminowany widok okolicy z Zumi z dołożoną mapką topograficzną w gorszej skali, na BnO korzystaliśmy z map pokazujących charakter lasu i jego przebieżność (wcześniej takich nie używałem, całkiem fajne) lub z topograficznych. Zgodnie z regulaminem DyMnO nie wolno nam ich zamieszczać w Internecie.
Janek, 2009-05-14 00:20:21, napisał/a:
Olek (T.) - wrzucimy tą prezentację o mapach do BnO/MnO od Pawła? Może zróbmy z tego news - napiszesz kilka słów komentarza?
Janek, 2009-05-15 00:03:53, napisał/a:
Aktualizacja kalendarza - teraz treningi i ewentualne starty planuje też Natka!
Jak pewnie zauważyliście zmienił się sposób wyświtlania w zakładce TEAM. Olek zaszalał - teraz możemy dowolnie się zaprezentować! Logujcie się profil i dodawajcie opisy! Ja też się tym zajmę w jakiejś wolnej chwili. A teraz może sie pouczę...?
Mania, 2009-05-15 13:20:03, napisał/a:
eej ale teraz to ja zniknelam z kalendarza....
Janek, 2009-05-15 14:09:40, napisał/a:
Już poprawiłem. Jakimś cudem się wykasowałaś z kalendarza NK.
Janek, 2009-05-15 23:44:36, napisał/a:
Wyniki DyMnO:
http://banc.icm.edu.pl/DYMNO/2009/Dymno2009_wynikiE2.xls
Lekko nie było - mało zespołów dało radę ukończyć bez punktów karnych.
aka, 2009-05-16 08:55:37, napisał/a:
Brak kamizelki ratunkowej na kajakach został potraktowany poważnie - jak widzę... Czy ja dobrze czytam, że ten zespół napieraj.pl z Mławy miał rzeczywiście wynik 822 i został zdyskwalifikowany?
Janek, 2009-05-16 10:33:15, napisał/a:
Widzę, że ktoś tu przeprowadził wnikliwą analizę - chwali się. :)
Konrad Wtulich z tego zdyskwalifikowanego teamu napisał tak na forum:
"O faktycznie płyniemy bez kapoka!!! Trzeba nas osądzić i zamknąć w pierdlu. Brawo, brawo dla ukrytego sedziego w krzakach, świetnie spełnił swoją role szpiega. A wystarczyło nas poinformować przed etapem że trzeba kopoki zakładać i było by po problemie. W regulaminie takiego zapisu nie znalazłem, na odprawie nie byłem, komunikatu nie czytałem."
Ale ja się nie zgadzam z tym, że sędzia źle zrobił - jak można mówić, że sędzia szpieguje? Trochę śmieszne.
adam, 2009-05-16 12:33:47, napisał/a:
to akurat prawda, ale przecież w pływanie w kapoku to na zdrowy rozum trzeba, bo to co piszą to już się nazywa przegięcie...
Janek, 2009-05-16 12:39:02, napisał/a:
No wiesz, w kapoku niewygodnie... ale na zawodach na niespokojnej rzece to bym się chyba nie zastanawiał.
adam, 2009-05-16 13:16:35, napisał/a:
dokładnie, to już jest głupota..
Olek, 2009-05-16 14:05:24, napisał/a:
Ja uważam, że skoro był regulamin, była odprawa techniczna, na której było to wyraźnie powiedziane, to takie są zasady. Nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania. Jak ktoś nie wiedział, to jego problem. Z resztą, tak jak już zauważyliście - to tylko i wyłącznie dla bezpieczeństwa uczestników!
Janek, 2009-05-16 14:14:41, napisał/a:
Gorzej, że Konrad mówi, że w regulami nic nie było. No i że na odprawie rano w sobotę (tuż przed startem - dla tych co przyjechali o świcie) nic nie powiedziano. A nie było obowiązku przyjechania na główną odprawę w piątek...
Łucja, 2009-05-16 20:36:46, napisał/a:
Tak na boku, Adam nie startujesz ze swoim tatą w rAIdzie?
Igor, 2009-05-16 23:05:37, napisał/a:
Wcale się nie dziwię rozgoryczeniu dyskwalifikowanego zespołu- właśnie dlatego nie przywiązywałbym większej wagi do tego co piszą. Pływanie po rzece ze stosunkowo wartkim nurtem bez kapoka, nawet jeśli nie jest to złamanie regulaminu (w komunikacie technicznym faktycznie nie było o tym mowy- ale na punkcie po prostu kazano nam kapoki założyć), to jest to głupota. A za głupotę czasami się płaci...
adam, 2009-05-17 15:02:16, napisał/a:
no właśnie rozważamy tę opcję, ale raczej tak.
Janek i Łucja, 2009-05-17 17:19:10, napisał/a:
Adam, super!!
adam, 2009-05-17 19:41:48, napisał/a:
w tym tygodniu mnie nie będzie, bo jadę na zieloną szkołę. Możemy dać znać po wyjeździe, czy jeszcze dziś mamy się zapisać??
Janek, 2009-05-17 19:58:52, napisał/a:
Zapisujcie się - może swoim zgłoszeniem kogoś jeszcze zachęcicie!
Łucja, 2009-05-17 22:47:40, napisał/a:
No i nie udało się zdobyć punktów do rankingu... KRRP premiuje zespoły, które wyrobiły się wraz z karami czasowymi w 20h. Trochę szkoda.
Olek, 2009-05-17 23:00:53, napisał/a:
A czy ranking nie bierze pod uwagę jedynie 4rech najlepszych startów z roku?
Łucja, 2009-05-17 23:13:40, napisał/a:
Bierze, bierze. Tylko my mamy póki co w ogóle dwa starty. No, ale reszta sezonu szykuje się ciekawie.
Czy jakoś ekipa na Górę Ślęże się formuje? W tym samym czasie jest Waypoint race 30.05 i chciałam wysłać na niego moją siostrę, ale też nie samą :D
Skomentuj ten wpis!


postami.






