Logo Niezła Korba

Na skróty

2010-09-04
Zaczęło się!
komentarzy: 15

2010-08-15
Niezła Korba w Salzkammergut
komentarzy: 3

2010-07-09
Relacja on-sight - zespół EnKa
komentarzy: 1

Nakarm RSS postami.

Ostatnie komentarze

2010-09-06 22:11
marta:
ajjj jakie słodziaki na początku ;)...

2010-09-06 21:48
niespodzianka:
http://www.compass.krakow.pl/wisla/galeria/hitec_2010_foto_1/index.html#slides/IMG_4968.JPG...

2010-09-06 17:22
Asia:
Podobno im trudniejsze warunki, tym lepszy trening ;) - tym razem nie udało się ukończyć trasy, ale ...

2010-09-06 15:22
Sahib:
Póki co muszę uporać się z naprawą sprzętu: moje rolki przestały się kręcić, mam nadzieję że je rean...

2010-09-06 14:27
Olek:
Hehe, lubię Cię nadal tak samo jak przed, a może nawet bardziej - wszak kolejny trudny rajd za nami....

Nakarm RSS komentarzami.

Polecamy: rAId - Alternatywna Inicjatywa

rAId - Alternatywna Inicjatywa

DYMNO - wrażenia po starcie

DyMnO 2010 - fot. Piotr Siliniewicz www.silne-studio.plSobota rano, 29 maja.
Godzina 6.00. Pobudka. Czas wstawać i jechać na start o 8.00 do Nieporętu. Na szczęście to blisko (ok. 40 min jazdy o tej porze dnia i tygodnia). Na niebie słońce. Będzie ładnie i ciepło. Tak jak lubię.

W Nieporęcie jestem ok. 7.40. Miejsce fajne, kameralne. Mała szkoła z dużym , nowoczesnym boiskiem. Jest gdzie zostawić bezpiecznie auto blisko rejestracji. Super.

Udaję się do rejestracji. Spotykam tam Darka Parzyszka z synem Adamem (stanowczo nie Adasiem; Adam to chłop na schwał), Hiubiego, Janka Golenia i Jacka Bojarowskiego.
Biorę numer, wracam do auta, ogarniam się ostatecznie (przyjechałem już w stroju do zawodów) i wymarsz pod Urząd Gminy na start.

Na starcie Piotr Silniewicz z aparatem oraz orgowie. Krótka odprawa. Za moment mapy w garść i …poszły konie po betonie=Start.

Pierwszy etap to ok. 35 km i 3 mapy:
Pierwsza: skala 1:25000 z PK 1,2 9-16.
Druga: skala 1:10000 z PK 1-6
Trzecia: skala 1:15000 z PK 5-9.

Stawka zawodników szybko się rozciąga. Na początku, w kierunku PK 1, biegnę koło Jacka. Na punkt wchodzę pewnie przyjmując inny punkt ataku niż reszta. Odliczam dystans schodzę w las i bingo. Wokół punktu parę osób.
Odchodzę w kierunku PK 2. Tam spotykam po raz pierwszy Huberta. Pytam, czy ma 2. Nie ma. Szukam więc sam. Nie jest łatwo. Innym też. W końcu jest. Pyk i dalej na PK 3. Schodząc z punktu spotykam Jacka. Po raz pierwszy i ostatni na trasie. Wskazuję kierunek gdzie jest punkt i lecę dalej zmieniając mapę. Nowa mapa to 10tka. Przyjemna. PK 3 trafiam łatwo. Pach. Teraz dłuższy przelot na PK 4. Punkt jest w gęstym lesie. Spokojnie namierzam (obok inny zawodnik) i jest. Brawo. PK 5 również wchodzi mi łatwo. Aż sobie gratluję. No mistrzu. Dobra robota. Dobry punkt ataku i bingo.
Przy PK 6 moje umiejętności nawigacyjne siadają. Przestrzeliłem i szukałem punktu nie tam gdzie trzeba (a niby się ścieżki zgadzały). Wracam. Widzę innych i pytam, czy mają 6. Mają. Jest tam gdzieś za nimi. Wracam, szukam i wreszcie jest. Dobrze schowany. Cieszę się, że go mam, choć z drugiej strony wiem, ze straciłem dużo czasu – szacuję stratę na jakieś 20 min..
Nie bardzo wiem, gdzie popełniłem błąd. No cóż. Tak bywa.

PK 7 wchodzi chyba łatwo. Już nie pamiętam. PK 8, pamiętam, był poza mapą (serio) ale wejście nań było bezproblemowe. Podbijam, wracam na mapę i dalej do PK 9. Tutaj znów tracę czas bo nie mogę znaleźć lampionu. Czujnie odmierzam, krążę i nic. Za jakiś czas znajduję. Był schowany w schronie ziemnym, po którym chodziłem i który obszedłem 2 razy. Teraz jak to piszę, widzę, że u dołu mapy jest stosowna informacja (szukać w środku). Gamoń ze mnie, myślę teraz. Trzeba uważnie czytać mapę (przypisy też). Tu też tracę ok. 20 min..
Kolejna zmiana mapy i marsz w kierunku PK 10.
Po drodze nie obyło się bez problemów. Gęsty las, to raz. Działki w lesie, ogrodzone, to dwa. Napieram na azymut klucząc. Wypadam wreszcie tam gdzie chciałem, wieś Siwek, ale nie do końca wiem, w którym miejscu wsi jestem. Pytam lokalsów, pokazuję mapę, ale oni nawet nie chcą na nią spojrzeć. Rozumiem ich. To starsi panowie dwaj. Pytam o kierunek na Teresin. Mówią, że to tuż za 100 m w lewo i przez łąkę. Faktycznie, za 100 m zaczyna mi się zgadzać mapa z terenem. Przelot przez łąkę do mini zagajnika, na końcu którego jest PK 10. Bingo.

W okolicy tego punktu pojawiło się paru zawodników. W kierunku PK 11 napieramy razem. Z ich pomocą lokalizuję PK 11. To nie było łatwe. Drożnia się nie zgadzała. W okolicy powstało dużo działek i alejek….nie ułatwiających namierzanie.

Na PK 12 napieram z 3 zawodnikami. Dwóch z nich będę mijał to tu to tam do samego końca. Wpierw idziemy razem. Potem ja przyspieszam i na PK 12 przy krzyżu w lesie trafiam sam. Cieszę się, że mi się udało.

Na PK 13 (pozostałości po budynku) trafiam bez pudła. Wychodząc z punktu, spotykam moich dobrych znajomych z PK 11. Pytają gdzie zmierzam. Mówię, że na PK 14. Trochę się dziwią, że w tym kierunku. Ja zresztą też. Zawracam i…już w zgodzie z kompasem napieram na PK 14.
Po drodze znów problemy z drożnią. Idę na czuja. Dochodzę do torów i …drożnia zaczyna się zgadzać.
Przy torach spotykam dwóch młodych chłopców na skuterach. Co tu robią? Dlaczego? Pytają mnie, co to za zawody, w których biorę udział. Odpowiadam, że Dymno, że 50 km i że jeszcze 8 h przede mną. Słyszę oznaki podziwu. Czuję się wielki ;-)

PK 14 podbijam (teraz już nie pamiętam, co i jak).

Z PK 14 długi przelot na PK 15. Idę wpierw pasem ziemi, pod którym leży gazociąg. Przez las, przez pole, przez las dochodzę do miejsca, gdzie wydobywa się piach. Wariantem autorskim obchodzę tą „piaskownicę” i wychodzę na asfaltową dużą drogę. Cały czas czujnie namierzam się na PK 15. Mapa niestety zaczyna się kłócić z terenem, czyli nie pomaga. To znaczy dróżek, które być powinny, nie ma. Biorę te, które są i w końcu wychodzę z lasu na otwartą przestrzeń. PK niestety nie znajduję. Moje pole analizy w tym momencie było tak zawężone, że nie zwróciłem uwagi, że po punkcie się prześliznąłem….i oddaliłem w kierunku kolejnego PK. Gdybym patrzył na rzeźbę, zobaczyłbym gdzie jestem i przeszedłszy tylko 250-500m trafił w punkt. Gdy się odnajduję z mapą i terenem, jestem już daleko. Decyduję się nie wracać. Wiem, że zaliczam 1 h kary, ale powrót dałby mi ten sam wynik, konstatuję.

Tuż przed PK 16 znajduję otwarty sklep. TO JEST TO, CZEGO MI TRZEBA. Uzupełniam picie i jedzenie. Chwile odpoczywam… tyle co na zjedzenie drożdżówki i uzupełnienie camela.

PK 16 jest niedaleko sklepu, przy trakcji i kanale (wszystko zgodne z mapą). Teraz tylko wzdłuż kanału do szkoły i start na 2 etap.

Kanał jest ładny. Woda czysta i spokojna. W jednym miejscu ludzie łowią ryby. Wędki mają naprawdę długie. Nie wiedziałem, że tak długie nawet są na rynku dostępne. Wow.

Jestem w szkole. Dostaję nową mapę. Jem 2a kawałki banana. Uzupełniam wodę w camelu i wychodzę na II Etap ok. 15 km na mapie 1:16300.

Zaliczam punkty w następującej kolejności:

- I (najbliżej od startu)
- B (z pewnym problemem, i pomocą współzawodników, bo po drodze chyba źle „kciukowałem”)
- A (namierzam się od płotu strzelnicy wojskowej)
- D (w drodze z A na D idę przez strzelnicę, a co, ma być krócej przecież).
- C (w drodze na C spotykam Miśka, kolegę Jana Golenia; na PK wchodzimy razem, ale potem już każdy napiera osobno na K).
- K (tu idę wokół jeziora, bo chcę mieć sucho w butach. Misiek był tu przede mną. Widzę jego plecy jak oddala się w kierunku kolejnego PK.)
- L (nie bez obaw i wątpliwości, bo mi w pewnym momencie mapa się rozjechała z terenem, ale na końcu znów się zjechała i… bingo).
- E
- M (tu spotykam Jana Golenia. Biegnie na luziku. Mocny gość. Został mu ostatni punkt i meta. Robimy high five i każdy biegnie w swoją stronę).
- P
- O
- R
- w drodze na N spotykam Huberta. Mówi, że nie idzie mu dzisiaj najlepiej. Pyta o godzinę. Biegniemy 250 m razem i ja skręcam w prawo na N, a on w lewo na M.
- N
- ostatni punkt H (w drodze z N na H czuję przypływ energii. To bliskość mety, zapewne. Wyraźnie przyspieszam. Niestety, z H do mety biec już nie mogę. Skurcze mi nie pozwalają).

Do mety dodzieram parę minut po 18.00. Oddaję kartę, dostaję dyplom (czas i trasę będę musiał wpisać sobie sam) i mapę okolic.

Spotykam Janka Golenia, już zrelaksowanego i wypoczętego i paru zawodników spotkanych wcześniej na starcie lub trasie. Jem zupę (bardzo dobra była), banana, piję kawę zakąszam Pierrotami z Wedla. Kulinarnie na mecie jest pierwsza klasa. Brawo dla orgów !!

Rozciągam się. Zakwasy mam extra duże !!! Boli. Dał mi w kość ten rajd, nie ma co.

Po 45 minutach od przyjścia na metę wsiadam do auta i wracam do domu.


Wnioski (dla początkujących; stare wygi to pewnie wiedzą):

Nawigacyjne:
- czasami mapy na siebie zachodzą. Warto to sprawdzić, aby sobie ułatwić nawigację.
- trzeba patrzeć na rzeźbę, szczególnie jak drożnia się nie zgadza,
- warto ciąć na azymut, jak czujemy, że wiemy gdzie jesteśmy i gdzie się znajdziemy.
- nie zawężać pola obserwacji MAPY I TERENU, patrzeć szerzej na mapę, za wszelką cenę starać się zlokalizować na mapie / w terenie.

Kondycyjne:
- w moim przypadku, i na teraz, więcej biegać.

Żywieniowe:
- więcej pić, pić, pić. Brać ze sobą na trasę sód, magnez i potas…zwłaszcza w lato…gdy pocę się intensywnie.

Ubraniowe;
Merino rulez. Ani razu nie czułem się spocony, nawet pod plecakiem. Komfort termiczny miałem cały czas. I bez zapachu.

No i skarpety i legginsy kompresyjne. Czuję, że mi dodają pary.

Niezła KorbaZespołowe:
Ważne jest aby członkowie NK startowali w tych samych imprezach, aby móc się wymieniać doświadczeniami i sprawdzić, kto jest w jakiej formie. To jest szczególnie ważne przed ważnymi startami.



I to by było na tyle.

Na koniec jeszcze urokliwa fotka z trasy ekstremalnej - czyli DYMNO w wersji AR. Na zdjęciu zwycięzcy - Igor Błachut i Michał Kiełbasiński.

// fotki oczywiście autorstwa Piotrka Siliniewicza www.silne-studio.pl

Napisał/a: Maciej, 2010-05-31 17:35:26 komentarze (8) || skomentuj

Janek, 2010-06-01 13:46:08, napisał/a:

Brawo tata!

Mateusz Gurdak, 2010-06-02 11:58:43, napisał/a:

Fajna relacja, tym bardziej ze jestem w niej wymieniony :P

Razem napieraliśmy w oklicach 11 i 12!
Pozdrawiam!

Maciej, 2010-06-03 10:49:35, napisał/a:

Darku, a ja Wam udał sie ten rajd z Adamem ?

Darek P, 2010-06-03 22:56:25, napisał/a:

Z Adamem plan minimum wykonaliśmy (czyli zaliczenie pierwszego etapu), chociaż do 1/3 dystansu wierzyłem, że damy radę rozpocząć również i drugi. Do 6 pkt szło gładko nawet zaczęliśmy doganiać kilku zawodników (spotkaliśmy się z Jackiem). Potem nastąpiła dekoncentracja i skierowaliśmy się w złym kierunku, co kosztowało nas sporą stratę czasową (jak sądzę ok. 1,5 godz. zanim dotarliśmy, do pkt 7). Postanowiliśmy jednak dalej napierać na kolejne punkty. Na 11 ponownie mieliśmy trochę kłopotów więcej odejściem więcej kierunku 12. Później już szło w miarę gładko – czasami wychodziliśmy wprost na dany punkt (co za radość !). Ukoronowaniem dla mnie był pkt 15 przy kanale więcej pięknym widokiem na rozległe łąki ze śladami bytności bobrów. Za to było czarno od komarów. Mniej więcej około połowy dystansu buty, z którymi nigdy wcześniej nie miałem problemów zaczęły ocierać stopy, na dodatek odezwało się kolano, z którym nie miałem problemów chyba od 8 lat. Adam za to nie miał większy problemów. W efekcie znaleźliśmy komplet pkt, ale w tempie już pod koniec mocno spacerowym. Jednego jestem pewien za rok na pewno pojawię się na Dymnie, bo ma swój niepowtarzalny urok (w sumie to było moje 4 marszowe Dymno).

Darek P, 2010-06-03 22:58:50, napisał/a:

Zdjęcie z PK 15
fotosik.pl/pokaz_obrazek/73f1d6da943639be.html

aka, 2010-06-06 12:34:47, napisał/a:

A propos DYMNA, ale i aktualnie rozgrywanej Jeleniej Góry najbardziej podoba mi się stwierdzenie Darcza:
"...spokój, długi krok i luźne ręce cechują mistrza..."

Janek, 2010-06-07 12:19:58, napisał/a:

To jest cytat z Pawła Dybka - wg. niego to cechy prawdziwego ultrabiegacza.

PAWEŁ, 2010-06-11 17:39:34, napisał/a:

Gratuluję ukończenia Maciej!

Nawigacja na Dymno jest trudniejsza niż na setkach, bardziej zbliżona do tej z BnO. Startowałem w tej imprezie dwa razy i za pierwszym nie zmieściłem się w limicie. Byłem "nkl". Dlatego gratuluję, że ukończyłeś i obiegłeś nawet doświadczonych ultrasów.

Pozdrawiam

Paweł Pakuła

Skomentuj ten wpis!

© copyright by Niezła Korba 2008-10; wszystkie prawa zastrzeżone
stronę obsługuje dobrydesign.net
X

Dodaj komentarz




O Adventure Racing

Rajdy przygodowe, czyli Adventure Racing (AR) to multidyscyplinarne, długodystansowe, zespołowe zawody na orientację rozgrywane w formule non stop.

dowiedz się więcej

Nasze plany

Zaloguj się!



zapamiętaj mnie

napieraj.pl     pk4.pl blog ekstremalny

sherpas rt    team 360 stopni

Nonstop Advenutre   exmedio

SleepMonsters