Logo Niezła Korba

Na skróty

2010-09-04
Zaczęło się!
komentarzy: 17

2010-08-15
Niezła Korba w Salzkammergut
komentarzy: 3

2010-07-09
Relacja on-sight - zespół EnKa
komentarzy: 1

Nakarm RSS postami.

Ostatnie komentarze

2010-09-09 00:05
Janek:
Jaka jest strona Krzyśka?...

2010-09-08 23:05
Maciej:
Krzysiek Dołegowski też pisze na swojej stronie, że rajd b. trudny ze względu na warunki pogodowe. ...

2010-09-06 22:11
marta:
ajjj jakie słodziaki na początku ;)...

2010-09-06 21:48
niespodzianka:
http://www.compass.krakow.pl/wisla/galeria/hitec_2010_foto_1/index.html#slides/IMG_4968.JPG...

2010-09-06 17:22
Asia:
Podobno im trudniejsze warunki, tym lepszy trening ;) - tym razem nie udało się ukończyć trasy, ale ...

Nakarm RSS komentarzami.

Polecamy: rAId - Alternatywna Inicjatywa

rAId - Alternatywna Inicjatywa

Jazda w kolorze czarno-białym.

Nic nie zapowiadało tego co miało się zdarzyć w ten wieczór.
Absolutnie nic. Nie przewidywałem żadnych komplikacji. Ot normalny zimowy wieczór jak to w Warszawie - śniegu jak na lekarstwo, jak to zimą zwykle bywa.
Którzy mógłby podejrzewać, że zmieni się to tak nagle.
Tymczasem wybrałem się samochodem do Milanówka. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że coś wielkiego zbliża się w moim kierunku.
Przez parę dobrych godzin byłem odseparowany od świata zewnętrznego. Odgrodzony grubymi murami i szczelnymi oknami - zupełnie nieświadomy, tego jakie zmiany zaszły za oknem. Kiedy nastał czas powrotu - zorientowałem się w skali tego co zaszło. Samochód zdążył pokryć się grubą warstwą śniegu.
Jest zimno. Pierwsze przekręcenie kluczyka. Wzzzzzzzz. I Rusza. W środku nie jest wiele cieplej niż na zewnątrz, a zanim silnik się nagrzeje i ogrzeje środek samochodu mija sporo czasu. Po drodze do Warszawy, nie widać żadnych pługów. Jak zwykle - zima zaskoczyła drogowców. Droga jest generalnie prosta, mogę sobie pozwolić na to żeby jechać trochę szybciej - przyśpieszam do mniej więcej swojej normalnej prędkości rowerowej. Warszawa. Tutaj pługi już jeżdżą. Widziałem OBA. Mijam skodę stojącą na pasie zieleni. Nie dalej niż kilometr stamtąd mijam czarnego Golfa z poderwanym kołem i skasowaną maską. W nocy wszystkie są czarne.

Jeśli przebrnęliście przez Wstęp, to zapraszam do głównej części opowieści.

Jest 00:00, kiedy staję w drzwiach mieszkania.
Szybka decyzja. Zaraz wracam na dwór. Jeszcze tylko parę telefonów - może uda mi się kogoś przekonać? Nie. Zmieniam przednie koło na kolcowane. Szybko. Przebieram się. Zasadniczo poza butami i kaskiem nie różnię się od narciarza. Telefon. Dzwoni Julek - może mam drugi rower, to przyłączy się do mnie. Niestety, nie wchodząc w szczegóły mój drugi nie nadaje się do jazdy (nie mówiąc już o tych warunkach!).
00:40 Wychodzę z mieszkania. Przychodzi mi jeszcze obejrzeć zdziwione miny blokerów siedzących na mojej klatce. I w drogę.
Osiedlowe drogi są zupełnie nieodśnieżone ( o to chodziło). Jadę powoli na przód. Opornie to idzie. Przednie koło jeszcze jakoś się trzyma, chociaż z widoczną tendencją do jazdy w sinusoidę. Tylne, kręci się - ale nie przekłada się to szczególnie na jazdę do przodu. Wyjeżdżam z zaśnieżonej uliczki przed blokiem. Jadę dalej. Przechodzę przez ulicę. Dalej już na dwóch kółkach. Wzdłuż Powstańców Śląskich śnieg nie jest tak głęboki jak u mnie pod blokiem. Dziwne. Jadę ścieżką rowerową, albo wydaje mi się, że jadę tam gdzie leży ścieżka rowerowa. Jednak nie. Nie zawsze. Na ścieżkach nie ma krawężników. A na mojej drodze się pojawiają. Jak już nabieram prędkości i nie cisnę na pedały zbyt mocno, to koło nie buksuje.
Wiatr wieje i to dość mocno. Czapka generalnie nie daje rady. Natomiast przez bluzę polarową i polar (pod kurtką) jest mi trochę za ciepło. Rozpinam rękawy. Zakładam kaptur pod kask. Teraz jest optymalnie.
Skręcam na Chomiczówkę. Tutaj o dziwo ścieżka rowerowa jest odśnieżona (trochę). Może pan co ją odśnieża, nie zauważył, że to nie chodnik. Mi to nie przeszkadza. Pieszym, zresztą też nie przeszkadza. Wymijam ich. Kto o zdrowych zmysłach spaceruje w taką pogodę, o tej porze? A to oni patrzą na mnie jakbym to ja był nienormalny :)
Dalej skręcam w Wólczyńską, i podążam nią aż do Estrady. Tutaj to w ogóle droga jest świetna. Aż miło jest jechać przez kałuże i błoto pośniegowe, tutaj widać robotę pługów i solarek. Tylko wiatr wieje prosto w nos. Jadę dalej. Przed siebie do domu mam niewiele dalej, niż jakbym miał zawrócić. Zresztą nie po to wychodziłem, żeby teraz zawracać. Wiatr wieje tak, że nie słyszę już delikatnego terkotania kolców o nawierzchnię drogi.
Skręcam w Estrady. Teraz wiatr wieje od boku. Jest bez porównania łatwiej. Dalej i dalej.
Mijam wysypisko po lewej. Dojeżdżam do Radiowej. Jadę jednym z 45 tys. kilometrów Polskich dróg. Nie dzieje się Nic. Teraz już słyszę przyjemny miarowy dźwięk, kolców wgryzających się w asfalt. To bez sensu. Zjeżdżam na ścieżkę obok drogi. Praktycznie już do końca przedzieram się przez śnieg. Z pewnością nie jadę za szybko. Śnieg oblepia koła, obręcze, osadza się na ramie - poniżej supportu. Do domu już tylko 2,5 km. Nie dojeżdżam do Powstańców Śląskich, to by było nudne. Tam nawierzchnia jest szara, czasami nawet czarna. Wjeżdżam na Andyjską. Nazwa pasuje. Tutaj jest więcej śniegu niż w lesie.
Przednim kołem jeżdżę zygzakiem, tylne buksuje i zarzuca. Oczywiście nie na całej długości ulicy. Jeżeli uda mi się rozpędzić choć trochę to będzie lepiej. I czasami jest lepiej. A czasami nie. Wjeżdżam na chodnik, jest chociaż w części odśnieżony. Zdejmuję gogle, pozwalam im trochę odparować. Wiele to nie pomaga, więc naciągam je na kask i jadę już tylko w okularach na oczach. Nie jadę szybko, a tutaj prawie nie ma wiatru, więc oczy mi nie łzawią. Tak dojeżdżam do Wrocławskiej i już za chwilę jestem w domu.

Jest 01:47. A ja przejechałem 14km wg. GoogleMapy. To oznacza, że jechałem średnio 12.5km/h. Czy to nieźle?
Nie wiem.

Rover  - Post Factum Wnioski:
1) Kolcowane koło (Winter Marathon) daje radę. Bez niego daleko bym pewnie nie zajechał.
2) Grube koło z tyłu bardzo często mi buksowało. Może wąskie byłoby lepsze - wcinałoby się w śnieg. Jeszcze przetestuję. Grube jest moim subiektywnym określeniem - Black Jack Schwalbe'a, jest w każdym razie znacznie grubszy od moich normalnych kół crossowych.
3) W rękawiczkach narciarskich należy się na nowo nauczyć obsługiwać dźwignie hamulców. Z hydraulicznymi pewnie nie ma kłopotów, z mechanicznymi są. Zwłaszcza, że moje trochę starłem od ostatniego podkręcania.
4) Gogle, zapewniają dobrą ochronę oczu przed wiatrem, ale przy długim pedałowaniu muszą zaparować. Pot zaleje gąbkę - uszczelniając ją tym samym i uniemożliwiając prawidłowe wentylowanie szybki.

Pozdrawiam,
Igor

Napisał/a: Igor, 2009-01-05 22:41:21 komentarze (4) || skomentuj

Łucja, 2009-01-05 20:28:14, napisał/a:

Początek czytałam z przerażeniem i jakoś myślałam, że ktoś się mocno poturbował...
Fajnie, że się wkręcasz Igorze! PS to może dlatego dzwoniłeś do mnie po numer do Janka, żeby go w środku nocy wyciągnąć z łóżka :)

Janek, 2009-01-05 20:33:27, napisał/a:

Igor! Super, że napisałeś! Muszę przyznać, że Twoja 'przejażdżka' to napieranie pełną gębą - szacuneczek! No i myślę, że musiałeś się nieźle napocić, żeby wyciągnąć śrenią 12km/h w takich wanunkach. Ponadto, bardzo podoba mi się wyjaśnienie czemu gogle parują - genialne, a jakie proste!

Co do opon - kolce ponoć są docelowo na lód, a na głęboki śnieg podobno dobre są wąskie/wgryzające się opony. BTW na napierajce jest temat o oponach na zimę.

Ja dziś byłem biegać (w godzinach 15:30-17), godzinę później, o 18 temperatura była -15 stopni... to by wyjaśniało dlaczego woda zamarzając sklejała mi rzęsy. :) Ogólnie biegało mi się super (na wolne tętna - średnie 150), bardzo przyjemnie i bynajmniej nie było mi zimno!

PS
Jutro lecę do UK - a tu tak ładnie, fajnie i miło...

Igor, 2009-01-05 22:09:39, napisał/a:

Jeśli chodzi o koła zimowe, to nie wiem na ile efekt "przyczepności" wynikał z tego, że Winter Marathon jest szerokości opony crossowej, a na ile z tego, że jest kolcowany.

Jak założę na tylne koło dobrze napompowaną oponę crossową zamiast MTB, to przekonam się jaki wpływ ma szerokość opony na przyczepność na śniegu.

Z trochę innej beczki: Eskimosi podobno wyróżniają 26 gatunków śniegu. Nie ma opon na każdy z tych rodzajów ;)

Olek, 2009-01-05 22:21:46, napisał/a:

Heh. Podziwiam!

Skomentuj ten wpis!

© copyright by Niezła Korba 2008-10; wszystkie prawa zastrzeżone
stronę obsługuje dobrydesign.net
X

Dodaj komentarz




O Adventure Racing

Rajdy przygodowe, czyli Adventure Racing (AR) to multidyscyplinarne, długodystansowe, zespołowe zawody na orientację rozgrywane w formule non stop.

dowiedz się więcej

Nasze plany

Zaloguj się!



zapamiętaj mnie

napieraj.pl     pk4.pl blog ekstremalny

sherpas rt    team 360 stopni

Nonstop Advenutre   exmedio

SleepMonsters