Podsumowanie marca
Marzec to czwarty miesiąc, podczas którego sumienie notowałem parametry wykonanych treningów. Mój arkusz kalkulacyjny ewoluuje – obecnie zlicza mi sporo więcej ciekawych danych. Tak to wygląda na obrazku obok.
W marcu:
• Zrobiłem 17 treningów (6 x bieg, 10 x rower, 1 x mix).
• Przetrenowałem 29 godzin i 46 minut (55% w stosunku do lutego, ale po odliczeniu 23h BWC jest to 94%), co daje średni czas treningu równy: 1h45.
• Pokonałem 428km (99%), a na trening średnio przypada równo 28,18km (70%). 85km przebiegłem (52%), a 343km (128%) przejechałem na rowerze.
• Spaliłem ok. 65 pączków, czyli 16 279 kcal (średnio 4 pączki na trening).
• Moje średnie tętno spoczynkowe (mierzone przez 60 sekund zaraz po przebudzeniu) to 36bps. Minimum 32, maximum 43 uderzenia.
• W poszczególnych strefach treningowych spędziłem:
<130: 27% czasu
130-150 (WB): 38%
150-170 (WT): 16%
>170: 18%.
Analiza:
Marzec różnił się od lutego diametralnie. W lutym udało mi się załapać na dwa rajdy (Zimowy Rajd 360 i BWC), natomiast w marcu miałem dwa starty o zupełnie innym charakterze (mistrzostwa XC i półmaraton). Z myślą o tych zawodach do treningu dodałem wysiłki o wyższej intensywności – zrobiłem 4 interwały i 3 treningi w strefie Wydolności Tlenowej. Jak pokazał mój wynik na zawodach rowerowych, chyba nie wystarczyło to, bym czuł się naprawdę wytrenowany do tego typu wyścigu – jednak przez ostatnie kilka miesięcy głównie trenowałem wytrzymałość.
Jestem zadowolony z ilości zrealizowanych treningów – w sumie miałem 3 dwudniowe przerwy (dwie z nich jako regenerację po zawodach, a trzecia przez to, że nie pobiegłem w Nocnych Manewrach). Porównując dane z marca i lutego widać spore różnice, ale trzeba pamiętać, że BWC mocno zniekształca obraz dając +23h treningu i +60km na nogach. Nie jestem specjalnie zadowolony z ilości przebiegniętych kilometrów – tylko 33% czasu treningów spędziłem na bieganiu. Docelowo powinno to być ponad 50%, bo wolę trenować bieg niż jazdę na rowerze, który całkiem nieźle mi wychodzi... Zdecydowanie muszę tego przypilnować.
Średni czas treningu 1:45 jest dość niezłym wynikiem – szczególnie uwzględniając to, że robiłem kilka intensywnych, a zatem krótkich treningów. Kolejną ciekawą rzeczą z marca jest kontrolowanie tętna spoczynkowego. Co jakiś czas mierzę sobie rano puls i na tej postawie staram się oceniać formę mojego organizmu. Na razie jeszcze nie do końca rozumiem reakcje mojego tętna spoczynkowego, ale mam mało doświadczenia.
Plany, cele i pomysły na trening w kwietniu opublikuję jutro. Będzie to kolejny artykuł z cyklu „O treningu” - tym razem naprawdę praktyczny.
A jak Wy oceniacie swoje treningi w marcu?
PS
No i zapomniałbym! Wczoraj na rowery pojechaliśmy w 9 osób! Może trochę długo się wszyscy zbieraliśmy, ale było świetnie – taki peletonik to już coś! Ewidentnie jest to wymierny efekt działania naszego bloga oraz kalendarza Niezłej Korby, z którego dostaliście zaproszenia. A, no i koszulki NK przeszły chrzest bojowy – moja już jest ubłocona!
Napisał/a: Janek, 2009-04-01 16:55:17 komentarze (2) || skomentuj
Janek, 2009-04-02 11:05:02, napisał/a:
Koniec prima aprilsu: moje średnie tętno spoczynkowe to 56bps z minimum 52 i maximum 63 uderzeń. Tylko nie mówcie, że mi uwierzyliście. ;)
Olek, 2009-04-02 16:07:26, napisał/a:
Eee tam, ja to olałem. Pamiętam jak ostatnio mówiłeś, że miałeś 60 ileś i że nie wiesz dlaczego. A że w notce napisałeś, że Twoje maksymalne tętno to było 40 kilka (czy jakoś tak) to wiedziałem, że ściemniasz. Ale nie wypadało mi pisać, że kłamiesz, bo nie pomyślałem, że mogłeś to napisać w ramach pierwszokwietniowego żartu...
Skomentuj ten wpis!


postami.






