Logo Niezła Korba

Na skróty

2010-09-04
Zaczęło się!
komentarzy: 17

2010-08-15
Niezła Korba w Salzkammergut
komentarzy: 3

2010-07-09
Relacja on-sight - zespół EnKa
komentarzy: 1

Nakarm RSS postami.

Ostatnie komentarze

2010-09-09 00:05
Janek:
Jaka jest strona Krzyśka?...

2010-09-08 23:05
Maciej:
Krzysiek Dołegowski też pisze na swojej stronie, że rajd b. trudny ze względu na warunki pogodowe. ...

2010-09-06 22:11
marta:
ajjj jakie słodziaki na początku ;)...

2010-09-06 21:48
niespodzianka:
http://www.compass.krakow.pl/wisla/galeria/hitec_2010_foto_1/index.html#slides/IMG_4968.JPG...

2010-09-06 17:22
Asia:
Podobno im trudniejsze warunki, tym lepszy trening ;) - tym razem nie udało się ukończyć trasy, ale ...

Nakarm RSS komentarzami.

Polecamy: rAId - Alternatywna Inicjatywa

rAId - Alternatywna Inicjatywa

Pomaganie ma sens! - relacja Marty z akcji pod Tarnobrzegiem

W ramach akcji niezłokorbowej POMOC DLA POWODZIAN-BIEGACZE DLA POWODZIAN, koordynowanej przez Martę Szewczuk, Marta i Arus udali się na rekonesans do bazy harcerskiej pod Tarnobrzegiem. Był to już drugi etap akcji pomocy dla POWODZIAN. Pierwszym była zbiórka darów organizowana wspólnie z Centrum Biegowym ERGO. Dary trafiły do Rogowa k/Wilkowa.

zob.
ZDJĘCIA Z 3. DNIA


ZDJĘCIA Z 1. DNIA


Niezła KorbaOto impresje Marty z dnia trzeciego z akcji pomocowej w okolicach Tarnobrzega.

Dziś znów o 9:00 byliśmy gotowi do wymarszu. Pogoda niezbyt korzystna - chwilę przed dziewiątą zaczęło lać, ale przestało padać, jak już dojechaliśmy na miejsce, więc przeszkodą było tylko błoto. Byliśmy we czwórkę - ja z Arusem, Globus i pan Edek, który zgłosił się do pomocy. Dziś rano zjawiliśmy się znów u Bina (tak ma na imię Wietnamczyk, u
którego byliśmy w sobotę, wcześniej błędnie zapisałam jego imię jako "Bi") i jego żony. Wynosiliśmy mnóstwo sprzętów, drewna, strasznie ciężkich drzwi, mebli, ubrań. Arus zrobił imponującą ilość kursów z taczką do stojących przy drodze kontenerów.

Niezła KorbaOkazało się, że pan Bin jest z zamiłowania elektronikiem i naprawia przeróżne sprzęty, jakie sąsiedzi mu przynoszą. W efekcie powódź zalała jakieś 15 telewizorów, z 5 komputerów i inne tego typu rzeczy.. Ilość kineskopów, jakie wrzuciliśmy dziś do kontenerów, przerosła nasze wyobrażenia o tego typu hobby! Zapełniliśmy dwa duże kontenery. Podczas wynoszenia rzeczy spod niewielkiej wiaty na podwórku poczuliśmy niesamowity odór. Później okazało się, że to zapach kilkunastu paczek makaronu rozpuszczonego w popowodziowym mule.. Smród był obrzydliwy, ledwo mogliśmy to powrzucać na taczkę, a potem do kontenera. Pan Bin na końcu swojej działki ma całkiem pokaźny składzik wszelkiego sprzętu elektronicznego i innego niesamowicie potrzebnego oprzyrządowania do Nie Wiadomo Czego, które zalegało tam zapewne od lat. Dopiero powódź okazała się dobrą sposobnością do pozbycia się wszystkich tych gratów! Więc woziliśmy na taczkach małe i duże kineskopy (największy miał chyba ze 40 cali!) i wyrzucaliśmy to wszystko bez żalu, jednak z bólem kręgosłupa. Na szczęście nie moralnego. Pan Bin i pani Maria jak zwykle zmusili nas do przerwy - częstowali chlebem, konserwą turystyczną, serkami topionymi, herbatnikami, kawą, herbatą, wodą... Wszystko do dostają z banku żywności i mają tego trochę za dużo, więc nie dziwne, że prawie wkładali nam jedzenie do ust! Około trzynastej pan Bin powiedział, że to już koniec pracy na dziś. Nie rozumieliśmy, o co chodzi, bo widzieliśmy jak wiele jeszcze roboty przed nimi. Jednak małżeństwo martwiło się, że jesteśmy zmęczeni.

Niezła KorbaJednak my z Arusem mieliśmy jeszcze dużo energii i wcale nie chcieliśmy się zatrzymywać! Pan Edek spocony opadł na krzesło i podziwiał naszą pracowitość ("Nie miałem pojęcia, że oni tacy pracowici! I jeszcze z tak daleka przyjechali, żeby pomagać, niesamowite!"), a my zrobiliśmy jeszcze kilka kursów z taczką, zanim pan Bin ostatecznie zagrodził nam drogę ;) Pożegnaliśmy się z nimi z wielkim żalem - już nie będziemy mogli im pomóc, ale chcielibyśmy kiedyś ich odwiedzić! Powiedzieli, że chcą tam zostać, adres znamy! Zrobiliśmy też sobie z nimi pamiątkowe zdjęcie. No i nie udało nam się nie zabrać paczuszki "na drogę" od pani Marii - chce ktoś może turystyczną?

Zanim zacznę dalszą część sprawozdania - czas na dygresję. Do tej pory wszystkie tereny, na których pomagaliśmy, nazywałam przytarnobrzeskimi wsiami i okolicami Tarnobrzega. W rzeczywistości jednak są to wiejskie DZIELNICE Tarnobrzega. Choć każdą z nich dowodzi jeden człowiek, to wszystkie te miejsca należą do Tarnobrzega. Kiedyś były to niepodległe
wsie, jednak teraz stanowią całość. Dzięki temu Tarnobrzeg jest jednym z największych miast w swoim regionie. Jedną z przyczyn przyłączenia tych wszystkich terenów do miasta było wypełnienie warunku odnotowania co najmniej 50 tys. mieszkańców, aby Tarnobrzegiem mógł rządzić prezydent, a nie burmistrz. Mimo zmian administracyjnych, większość mieszkańców wiejskich dzielnic cały czas mówi "Jestem z Sobowa/Wielowsi/Sokolników", a nie "Jestem z Tarnobrzega".

Dobrze, kontynuuję relację.. Zadzwoniliśmy po naszego szofera i pojechaliśmy dalej pomagać. Tym razem do dzielnicy Wielowieś, która w większości stoi jeszcze w wodzie. Dostaliśmy namiar na gospodarstwo, gdzie starszy mężczyzna sam nie radzi sobie z wyrzuceniem wszystkiego z domu. Nie ma się czemu dziwić - zalało mu WSZYSTKO. Ani jedno pomieszczenie nie ocalało. Zginęły wszystkie zwierzęta (m.in. mnóstwo kur i ok. 25 królików), które cały czas leżą w stodole i gniją, bo nie ma się kto nimi zająć (nie można ich zakopywać na własną rękę). Niezła Korba

Aby dostać się do domu tego pana, musiał nam pożyczyć swoich woderów, w których przeprawiliśmy się przez zalaną ścieżkę. Sam dom stał teraz na małej wysepce, więc tam nie musieliśmy brodzić w wodzie. Do opróżnienia mieliśmy graciarnię. Jeszcze gorzej niż u pana Bina. Stosy niepotrzebnych rzeczy zbierane przez starsze małżeństwo - znacie to? Wasi dziadkowie też to robią? Pewnie sami to robicie. Oni tez nie przeczuwali zagrożenia. Składowali w tym pomieszczeniu meble, naczynia, przeróżne sprzęty, ubrania, zabawki, czasopisma, które zalegając tam od lat zdążyły w niektórych miejscach zapleśnieć. Myśleliśmy, że zapach sobotniego zboża był nie do zniesienia.

Potem trafiliśmy na potworny odór u pana Bina. Ale tu.. tu było chyba najgorzej. Pewnie zrobią mi się niezłe zmarszczki, bo przez cały czas wyrzucania tych gratów przez okno miałam skrzywioną minę. Smród był tak potworny, że płakać się chciało. Naprawdę. Nie raz łzy napływały mi do oczu, nie raz musiałam szybko wybiec z pomieszczenia, bo miałam wrażenie, że odór jest w każdym kawałku mojego ciała. Przebywanie tam to jak przebywanie w pokoju po imprezie, gdzie smród alkoholu miesza się ze smrodem wymiotów dziesięciu osób i dołożyć do tego można jeszcze kilka rozkładających się zwierząt. Nie przesadzam. Nie życzę nikomu przebywania w takiej atmosferze. Uwijałam się z robotą, żeby
jak najszybciej to skończyć. Mężczyźni wymiękali... Niezła Korba

Obrzydliwy zapach o mieszanina popowodziowego mułu z wodą, która przepłukała znajdujący się tuż koło domu cmentarz. Wyobrażacie sobie?! Wszystkie wasze rzeczy, dosłownie WSZYSTKIE śmierdzą wymytym z cmentarza fetorem i zgniłą roślinnością oraz padniętą zwierzyną... Koszmar! Co jakieś czas z jakieś rzeczy wylewała się woda. Prosto na mnie. Wszystko było w błocie. Całe to błoto na nas. Mnie już zaczynało wszystko swędzieć, miałam nadzieję, że nie nabawię się żadnej choroby skóry. Wyrzucaliśmy przez okno naczynia, które rozbijały się upadając na stos desek. Wyrzucaliśmy szare od mułu pluszaki, które przesiąknięte wodą były potwornie ciężkie. Tak samo ubrania. Pan Edek wyrzucał wszystko łopatą. Buty, garnki, zabawki.. Straszny widok! Wyrzucaliśmy łopatą czyjeś życie przez okno! W końcu udało się opróżnić całe pomieszczenie. Wybiegłam szybko na dwór, żeby móc normalnie oddychać.

W czasie, kiedy my zajmowaliśmy się wiosennymi porządkami, Arus poszedł na zwiad. Przeszedł się wzdłuż ulicy, żeby sprawdzić, komu jeszcze przyda się pomoc. Efekty były opłakane. Pomoc przyda się tam KAŻDEMU! Co prawda niektórzy ludzie nie mogą wynosić jeszcze ze swoich domów żadnych sprzętów, bo wciąż jest zbyt wysoki poziom wody, ale jest mnóstwo gospodarstw, w których woda już opadła i brakuje rąk do pracy!! Są to rodziny ze starszymi osobami, które nie są w stanie same radzić sobie ze skutkami powodzi. Zresztą, jak już pisałam, widząc ogrom pracy do wykonania człowiek czuje taką bezsilność i taki bezsens, że tylko siada i płacze.. Dlatego tym ludziom na razie nie są potrzebne żadne ubrania, żadne pościele, żadne zabawki i meble. Na razie potrzeba LUDZI!!!

Z wielkim żalem stamtąd odjeżdżaliśmy, bo choć sporo pomogliśmy (bez nas nie byłoby prawie nikogo...), to wiemy, jak ciężkie zmagania jeszcze przed mieszkańcami zalanych terenów. Zadziwiająca jest ludzka obojętność.. Wolontariat zorganizowany w Tarnobrzegu nie może znaleźć na swoich terenach osób chętnych do pomocy!! Ludzie nie chcą pomagać "swoim"!! Wiemy, że teraz gorący okres - sesje, koniec roku szkolnego, ludzie pracują.. Ale mimo wszystko trzeba z całego serca namawiać ludzi do pomocy i kontynuować akcję! Ręce do pracy jeszcze długo będą potrzebne! A pojechanie nawet na 2 dni ma sens!!

Wracamy z Tomaszem z żalem i refleksją. Każdemu życzymy takich przeżyć, bo to bardzo wartościowe. Może odbierzecie to jako zbytni patos, ale kurczę... My już wracamy do ciepłych domów, a ci ludzie zostają tam siedząc na pękniętych kubełkach umorusani obrzydliwym mulem i... płaczą.

MOBILIZUJECIE SIĘ!! TO NIE KONIEC!!

Pozdrawiamy,
Marta i Tomek

Napisał/a: Maciej, 2010-06-16 17:17:31 komentarze (7) || skomentuj

Maciej, 2010-06-16 22:25:49, napisał/a:

Marta,
przez każde Twoje słowo, każde zdjęcie przebija fakt, że to, co tam robiliście ma ogromny SENS! Pokazaliście, że z bezradności można i trzeba sie otrząsnąć... PRZYWRACACIE WIARĘ W LUDZI I ŻE RAZEM MOŻNA ZDZIAłać NAPRAWDĘ WIELE.
Przepraszam za patos...
Bo przecież cała ta historia jest o drobiazgach, które zmieniają świat :)

marta, 2010-06-17 00:55:43, napisał/a:

jadąc tam myślałam, że straszna kicha, że jest nas tylko dwójka i pewnie niewiele zdziałamy. a okazało się, że nawet jedna osoba, nawet przez kilka godzin, może odwalić kawał dobrej roboty, która będzie nieoceniona dla tych ludzi!

Tomek, 2010-06-17 13:33:50, napisał/a:

Marta! Gratuluje pomyslu i jego realizacji. Ogrom strat uwidoczniony na zdjeciach i te pojedyncze tragedie opisane w reportazu po prostu porazaja.. Moj dom w Wadowicach tez "podlalo" - niby tylko piwnica i wejscie do domu, ale i tak sprzatania bylo na 5 dni. Tak trzymac!!!!

Arus, 2010-06-23 14:24:59, napisał/a:

Wraz ze wzrostem liczby użytkowników chyba powinniśmy mieć jakieś konta powiązane z tożsamością - np Tomek powyżej to nie ja.

marta, 2010-06-23 17:21:13, napisał/a:

;) TEN Tomek to kolega z Wadowic, pisze doktorat we Florencji, więc ciągle wymiguje się od biegania, ale jakby bliżej mieszkał i miał więcej czasu, to na pewno chętnie by z wami startował ;)

Janek, 2010-06-24 10:56:26, napisał/a:

Arus, ale Ty byś nie podpisał sie Tomek... Nie?!

aka, 2010-06-29 16:53:30, napisał/a:

Tomek podpisałby się ewentualnie "Tomeczek", prawda Tomeczku?

Skomentuj ten wpis!

© copyright by Niezła Korba 2008-10; wszystkie prawa zastrzeżone
stronę obsługuje dobrydesign.net
X

Dodaj komentarz




O Adventure Racing

Rajdy przygodowe, czyli Adventure Racing (AR) to multidyscyplinarne, długodystansowe, zespołowe zawody na orientację rozgrywane w formule non stop.

dowiedz się więcej

Nasze plany

Zaloguj się!



zapamiętaj mnie

napieraj.pl     pk4.pl blog ekstremalny

sherpas rt    team 360 stopni

Nonstop Advenutre   exmedio

SleepMonsters