3 pytania po Zimowym Rajdzie 360
Aka: Trzy słowa, które kojarzą Ci się z Zimowym Rajdem 360 stopni w Olsztynku?
Olek: skrzypienie śniegu, komfort termiczny, trek.
Maciej: śnieg, zimno, wysiłek.
Janek: przygody, przeciwności (losu), kończą-tylko-prawdziwi-twardziele.
Aka: Co się najbardziej przyczyniło do sukcesu na tym rajdzie?
Olek: Utrzymanie dobrego tempa. (Rozumiem, że chodzi o sukces wygranych.)
Maciej: Regularny trening, brak błędów ubraniowych, odpowiednio dużo picia i jedzenia
Janek: Co było kluczem do sukcesu? Kluczem do ukończenia? W naszym przypadku brakowało szczęścia (i trochę rozumu :P). No i takiego zapasu mocy, który pozwoliłby nam spinać się mimo, że coś udupiliśmy... Oczywiście niezbyt mądrze wybrałem skrót przez jezioro - ale wiedząc, że nie ścigamy się o pierwsze miejsce postanowiłem podejść do sprawy "przygodowo" i zaryzykować - a co tam! Oczywiście tym skrótem umoczyliśmy bardziej niż się spodziewałem... Ale jakbyśmy mieli więcej mocy, to byśmy sobie z tym rowerami potruchtali nawet tą niewygodną drogą i bylibyśmy na przepaku wcześniej o pół godziny. Ale się nie dało. Trzeba więcej trenować i... ćwiczyć psychę. Z tatą na BWC mieliśmy podobnie - pchanie roweru pod górę nas dobiło i strasznie się wlekliśmy, a jakbyśmy wciągnęli się szybko na górę, to byłoby dużo dużo lepiej. Strategię spieszenia się przyjęliśmy z Łucją na treku, który jak się okazuje poszedł nam REWELACYJNIE jak na nasze warunki!
Pecha mieliśmy znów na rowerze, gdzie przesunięty punkt umożliwił nam wariant z przejazdem przez (jak się okazało) zamknięty most na Łynie. To było dodatkowe 4,5km - czyli w tych warunkach jakieś 45min-1h w plecy... No i psychiczny dołek nr 1.
No, a potem znów zabrakło rozumu (pomyliłem drogę) i wylecieliśmy jakieś 2km na północ. Droga była dobra, ale jechaliśmy nią i jechaliśmy... Tu już zdecydowanie zabrakło psychy i mojej pewności siebie, by przekonać Łucję, że nic się nie stało... Że to, że nie wiem, gdzie jesteśmy, to nie jest wielki problem... Suma summarum nadłożyliśmy może z 500m, ale przez to dość długo nie wiedzieliśmy, czy dobrze jedziemy, gdzie dokładnie jesteśmy i gdzie się na mapie pojawimy... Było ciemno, zimno (teoretycznie - nam było całkiem ciepło) i zacząłem się martwić, co będzie jak się zgubimy, a komórka się rozładuje... Przestraszyłem tym Łucję i to był koniec naszej przygody. Eh... Na przyszłość będę robił dobrą minę do złej gry.
No i w tej sytuacji znów mógł nas uratować zapas MOCY - jakbyśmy szybko napierali, w tym (dobrym) kierunku zachodnim to szybko wylecielibyśmy na drogę i nie przejmując się babolem nawigacyjnym pomknęlibyśmy dalej do mety. Tyle.
Czyli reasumując. Nie mieliśmy szczęścia, a jak już popełnialiśmy błędy, to traciliśmy na tym dużo animuszu.
Aka: Kilka słów o gulaszu…?
Olek: Jego działanie nie wpłynęło na mnie negatywnie na trasie – ot, kilka więcej minut spędzonych na przepaku po treku. Jednak wśród wielu uczestników wywołał znacznie poważniejsze dolegliwości i niewątpliwie przyczynił się do zmiany układu sił w rywalizacji. Na szczęście było to tylko zatrucie, więc chyba obyło się bez poważnych konsekwencji. Dlatego z perspektywy porajdowej traktuję gulasz jako kolejną przygodę.
Maciej: Zimny, spieniony, brązowy (co Wam przypomina ten opis?)
Janek: Gulasz. Co powiedzieć? Nie wyglądał dobrze, ale człowiek głodny to i zimny i śmierdzący zje. Złapało mnie na końcu treku - na ostatnim odcinku asfaltowym było mi słabo, miałem dreszcze i nie wiedziałem dokładnie czy chce mi się rzygać czy... Ale Łucji był zimno, więc musiałem się spiąć i biec. Mocno walczyliśmy o ukończenie tego treku na końcówce, było naprawdę kryzysowo. Widać to też po czasie przepaku. 1:07 odpoczynku przed rowerem. Potem większych problemów nie było, kontrolna kupa załatwiła sprawę.
Jeszcze pozwolę sobie na małe podsumowanie całego rajdu. Ogólnie to jestem bardzo zadowolony z walki, jaką stoczyliśmy, z przygód które mieliśmy. To mój drugi najdłuższy rajd (24h), ale był zdecydowanie trudniejszy. Zabrakło szczęścia, rozumu i zapasu mocy. Nad tym musimy pracować z Łucją. Razem napierało nam się bardzo dobrze, może muszę więcej zachęcać Łucję do nawigacji, bo samemu popełniam błędy. Ale np. na treku nie było dwóch map, a na rowerze mieliśmy jeden mapnik.
Napisał/a: Janek, 2010-02-09 13:55:19 komentarze (8) || skomentuj
waleśka, 2010-02-09 16:32:32, napisał/a:
I tak jesteście twardziele :) ściganie zimą, gdzie śnieg jest rzeczywiście i to nie mało z założenia nie mogło być łatwe, więc podziwiam co byście nie mówili. A następnym razem bogatsi w doświadczenia ukończycie trasę na pewno :)
Maciej, 2010-02-09 17:36:17, napisał/a:
1. Patrząc na wyniki upewniam się coraz bardziej (post racjonalizacja?), że decyzja o odpuszczeniu dwóch PK na treku było właściwą decyzją. Nic byśmy nie zyskali (pudło poza zasięgiem), a dodatkowo byśmy się umęczyli. Naszym celem nie było też tym razem pobicie rekordu przebywania na trasie.
2. Patrząc na rok startów w AR w teamie NK powiem tak:
- fajnie było,
- ale jak Janek i Olek chcą mieć szansę na pudło, to muszą napierać razem... no chyba, że mi forma wzrośnie do ich poziomu.
I to tyle tak na szybko.
PS. Janku, nie biczuj się tak, bo w Hornówku słychać. Każdy popełnia błędy. Pogódź się z tym, że i Ty popełniasz blędy pod wpływem zmęczenia, "dreszczy i reszty"...
Łucja, 2010-02-09 19:06:07, napisał/a:
Wywiad ze mną już niedługo, więc póki co nie będę zdradzała szczegółów.
Natomiast oferuję zakup skarpet sealskinz w UK i przywiezienie ich do Polski:
są w cenie 20-25 funtów plus wysyłka (ale to nawet 1funta nie przekroczy).
Jak ktoś reflektuje to proszę o zgłoszenia do jutra wieczór. Najlepiej od razu sprawdzcie jaki rozmiar brytyjski do was pasuje:
http://www.amazon.co.uk/Sealskinz-Mid-L … 562&sr=8-3
sahib, 2010-02-10 17:55:01, napisał/a:
Świetna forma relacji!
Teraz czekam na wrażenia Łucji, potraficie podkręcić atmosferę przed jej opublikowaniem.
Polecam wrażenia spisane na goraco przez naszego kapitana:
http://dolnysan.blog.onet.pl/G-jak-gula … 00256634,n
Ula, 2010-02-10 20:20:37, napisał/a:
wywiad! świetnie!
teraz rozumiem, czemu Łucja z Jankiem nie skończyli - szkoda :( zastanawiam się, czy nie wylecieliście w kosmos w tym samym miejscu co my - nawigowałam na wpół śpiąco, ale to nie tłumaczy pomylenia kierunku o dobre 90 stopni... pomysł na przejście jeziora też był, ale ten półwysep wyglądał nieładnie, tak jakoś letniskowo
Olek, 2010-02-10 22:07:18, napisał/a:
Ou! Jesteśmy na 8. miejscu! ;]
Darek P, 2010-02-10 23:31:49, napisał/a:
Gratulacje dla obu ekip NK ! Warunki arcy trudne - twardziele. Ciekawe podsumowanie - wnioski cenne dla wszystkich. Teraz czekam na wywiad.
Jasiek, 2010-02-12 23:22:15, napisał/a:
3 słowa:
Wieje
nogi
zawiecha
Wieje - po wyjeździe z miasta, jakbym do piekła jechał
Nogi. - za gorąco mi było w nogi, miałem nowe icebugi, i nie odparowywały nieczego, prawie stopy odparzyłem, ale jak cieplutko nawet na rowerze
zawiecha - no tak o 3 rano do 9 po nartach, panta rej poprostu ;0
Skomentuj ten wpis!


postami.






