Zimowy Rajd 360 kompleksowo
Zapraszamy to zapoznania się z naszą kompleksową relacją z Zimowego Rajdu 360. Jest wszystko czego dusza zapragnie: mapy, wideo, zdjęcia, no i oczywiście owa relacja.
Rajd 360 oczami Łucji (i Janka), team nr 16:
Po dwóch miesiącach treningów, niesamowitej determinacji, żeby wydostać się z zaśnieżonej Anglii, nieprzespanych nocach i gęstej mgle na trasie Warszawa-Bytów udało się dotrzeć na zawody. Nie znaczyło jeszcze to, że rajd ukończymy, ale przynajmniej na starcie się pojawiliśmy.
(A wyczyn to był nie lada. Na rajd wyruszyliśmy jeszcze przed świtem... dwa dni wcześniej, w czwartek. Pewnie widzieliście w telewizorni, co powoduje 10 cm śniegu w Anglii – p a r a l i ż. Niestety to prawda. Taksówka pod dom nie podjeżdża; trzeba wyjść na główną ulicę. Na lotnisku zdaje się, że wszystko jest ok – jakieś tam pługi kręcą się na pasie startowym… Niestety jak się okazało po 2.5h spania na pokładzie samolotu pilot obwieścił, że „lotnisko przegrało bitwę ze śniegiem” i nigdzie nie polecimy – „lot jest odwołany”. Potem była meeega kolejka do okienka naszego ulubionego przewoźnika (Ryanair’a), ale o dziwo udało nam się przenieść bilety na lot do Poznania 10 godzin później. Cóż za radość, co tam cały dzień czekania, jednak się pościgamy! Aha... to nie koniec przygód. Nie wiem czy wiecie, ale z Poznania do Warszawy nie da się dostać w żaden sensowny sposób po godzinie 20:00. Paranoja. Noc u rodziny – to był najprzyjemniejszy aspekt tego długaśnego dnia. Dziękujemy! O świcie w piątek wsiedliśmy w Express do Warszawy, tam zrobiliśmy kilkugodzinny przepak i mogliśmy znów usiąść na tyłkach, bo spędzić kolejne 6h w podróży na Kaszuby. Nie to żebym narzekał - warto było! – przyp. Janek).
Kilka kwestii sprzętowych. Należy pamiętać, żeby za kompletowanie roweru zabierać się wcześniej niż na 24h przed zawodami. Również wszelkie wady roweru czy też usterki należy natychmiast naprawiać, a nie zostawiać do kolejnego rajdu. W tym miejscu muszę koniecznie podziękować tacie za pozwolenie mi na zabranie jego roweru. Obiecuję, że naprawię przednią przerzutkę, jak najszybciej się da. No i jak niektórzy sugerują na zawody zimowe trzeba mieć długie spodnie a nie ¾. Drobnostka.(No tak, skoro przylecieliśmy, to nie mieliśmy naszych odpicowanych maszyn do ścigania. Fajnie, że Kazoora zrobiła serwis na rajdzie – to pozwoliło nam zrobić przeglądzik naszego zastępczego sprzętu. – przyp. Janek).
Noc przed samym rajdem nie należy do moich ulubionych. Wszyscy się jeszcze krzątają, upuszczają rzeczy, hałasują i ciężko zasnąć. A nawet jak się udaje znaleźć cichszy kąt to okazuje się, że jest on naprzeciwko sali pogotowia lodowego, które na miejscu zjawiło się o 4 rano. Myślę, że oni byli nie mniej zdziwieni niż my. Mało nas nie zdeptali. O dziwo, wczesna pobudka (7) nie przeszkodziła mi całkiem normalnie funkcjonować. Rzeczy trzeba było szybko spakować na przepak. Podzielić jedzenie na etapy, dobrze zaopatrzyć się w wodę. Jakieś ciuchy na zmianę, nieopisana ilość par skarpetek. I już o 8.10 byliśmy gotowi. Na zamku, gdzie całe zawody się rozpoczynały, mieliśmy być o 8.45. Ilość ekip robiących zdjęcia, mediów, dziennikarzy zniewalająca. Pan burmistrz też stanął na wysokości zadania i krótko, ale dosadnie życzył powodzenia. W liczenie sekund do startu za dużo się osób nie zaangażowało, gwizdek, start i już? Zaczęło się napieranie…
Nasze warianty i czysta mapa rajdu.
Zaczęliśmy od 25km etapu rowerowego. Nadmienić tu muszę, że ze względu na zażyłość zespołu Niezła Korba i Niezła Korba PrimTeam dwa pierwsze etapy „popełniliśmy” razem. Jazda do pierwszego punktu kontrolnego była po prostu jazdą w peletonie, gdzie nawigacją nikt się nie przejmował. Trzeba było rzucić rower gdzieś na trawę i biec. Chłopcy jeszcze w gorączce startu potrzebowali kilkunastu sekund, żeby przypomnieć sobie, że planowali zmienić buty, że można zostawić plecaki i biec bez nich. Z punktu pierwszego potruchtaliśmy na bieg na orientację, zaliczając w sumie 7 punktów. Było to około 1.5km prawdziwego BnO, gdzie podstawą było kierowanie się rzeźbą terenu. Ponieważ bieg ten był scorelaufem (czyli można było obrać dowolną kolejność zaliczania punktów) to w lesie non stop spotykaliśmy inne ekipy. Warunki w lesie nie były najlepsze, bo bieganie po lodzie w butach spd nie należy do najprzyjemniejszych. Na szczęście szło nam dość gładko, a to wszystko dzięki szybkiej nawigacji w wykonaniu Olka. Było dobrze. Do tego stopnia, że jak już mieliśmy ostatni punkt to zdziwiłam się, że to koniec. Na tym etapie rozweseliła mnie sytuacja, w której jakiś zespół próbował się skompletować. Wszyscy wyglądali tak samo, wszyscy biegli z mapami, w pośpiechu. Kto by się tam partnerem przejmował?
Potem znowu hop na rower i szybciutko po asfalcie do punktu drugiego, drogą na około, ale pewnie dużo szybszą. PK2 na pagórku ustawiony był bardzo malowniczo, choć nie po to tu przyjechaliśmy by widoki oglądać. Reszta trasy zlewa mi się trochę w etapy do upadku na lodzie, zjazdu z wieży no i do samego przepaku.
W drodze do punktu 3 przejechaliśmy przez las po śniegu i lodzie (co nie musiało być najlepszym wariantem). Inne ekipy do wieży widokowej dojechały również z drugiej strony. Ciekawą sprawą było to jak bardzo adrenalina uderzyła Olkowi do głowy. Obok wieży – ogromnej, widocznej z daleka - tylko śmignął na swojej Meridzie i tyle go widzieliśmy. Na szczęście chwila refleksji przyszła dość szybko i po kilku minutkach Olek był z powrotem. Osobiście przeszkadzały mi moje braki sprzętowe. Rower bez amora i zepsuta przednia przerzutka, która pozwalała tylko na wybieranie dwójki i trójki. Zadania mi to nie ułatwiało...



W drodze do wieży minęliśmy inny mix i to dało mi kopa. Byle szybciej, byle dogonić. I tak się spieszyłam, że na lodzie zamiast jechać wertykalnie to pojechałam horyzontalnie. Mokro wszędzie, kask nadłamany, trochę łez, ale zaraz dalej trzeba było stawiać czoło śniegowi, lodowi i tym razem jadąc z górki, a nie pod górkę. Opanowałam sobie dobry patent na zjeżdżanie, aczkolwiek ani to profesjonalne ani oryginalne (inni też tak robili, widziałam!), więc chwalić się nie będę.
Na ZS byliśmy równo z dwoma innymi ekipami. Janek prawie z biegu wyskoczył za barierkę, tak mu się spieszyło z tym zjazdem. Na szczęście moja wolniejsza jazda w dół na linie dała mu czas na powrót na wieżę i podbicie punktu. Uff. Bardzo ciekawe jest to, że mimo niewielkiego doświadczenia z wspinaczką zadanie wykonałam bez wahania. Po prostu za barierkę i w dół. Normalnie przy niższym stężeniu adrenaliny tak szybko mi to nie idzie. Dalej był już tylko przepak w szkole - upragnione miejsce, gdzie mogłam wreszcie zmienić przemoczone ciuchy...
Na przepaku spędziliśmy prawie 10 minut i jeszcze kilka przed szkołą czekając na Primteam. Mi zdecydowanie się te kilka minut przydało, bo wreszcie miałam suche rzeczy na sobie, nawet jeśli to była tylko bluzka. Zdołałam wrzucić mokre buty na ciepły kaloryfer i zapakowałam się na drugi etap. Jednak z perspektywy mety to wyrzucam sobie, że nam to tyle czasu zajęło, bo raidteam zrobił to w dwie minuty!
Na etap pieszy wyszliśmy równo z jedną z czwórek tylko, że oni poszli inaczej niż my i chyba po prostu szli gdzie indziej. Pani sklepowa bardzo była zaaferowana zawodnikami i podpowiadała gdzie iść. To miłe. (York AT szło w to samo miejsce, ale chyba wybrali inny wariant – trzeba było iść za nimi! – przyp. Janek).

Potem zaczęła się nasza i nie tylko nasza gehenna. Punkt 6, czyli pierwszy punkt na etapie pieszym zajął nam około 40-50 minut i cała przewaga, jaką mieliśmy szybko stopniała. Kolejne zespoły, które się pojawiały na pytanie „a czy północ się wam zgadza?” robili smutne miny i zaczynali kombinować. Z przykrością muszę przyznać, że punkt 6 podbiliśmy chyba jako jeden z ostatnich zespołów, po tym jak całą bandą (w sumie za 4-5zespołów) razem wyszliśmy na właściwy punkt (wstyd się przyznać, ale tak było, z 12. spadliśmy na 19. miejsce – przyp. Janek). Dodatkowo psuło mi humor uczucie zimna i pokasływanie, jednakże gdy znowu z adventure przestawiliśmy się na racing, to przeszło wszystko.
Dalsze punkty już szły dużo lepiej. Mniej więcej połowę przebiegliśmy, choć zakładaliśmy, że biegniemy całość. Na punkt 7 wyszliśmy, dzięki dobrej strategii Janka, przed całą resztą zespołów. Na kolejne punkty staraliśmy się już wychodzić najprostszym wariantem, także do punktu 8 nadrobiliśmy jakieś 1.5km po asfalcie, ale dzięki temu w zasadzie bezproblemowo doszliśmy do punktu na przecięciu strumyka i drogi. Potem już tylko szlak niebieski i w drodze na punkt w muzeum historii zobaczyliśmy kogoś przed nami. Chłopcy (team 22) z kijami szli zdecydowanie szybko, ale dzięki połechtanej ambicji i biegu do samej szkoły na przepaku w szkole już ich dogoniliśmy. W międzyczasie śmignęli obok olimpijczycy na rowerach, a mi włączyło się „chcę na rower, chcę na rower”.
Tym razem przepak był w trymiga. Nie do końca wiedziałam, jakie inne zespoły są z nami w szkole, gdzie jest Niezła Korba Primteam. Byłam tylko skupiona na tym, żeby wszystko wykonać sprawnie. Szybko zmiana butów na spd, wrzucenie rzeczy do torby, sprawdzenie sprzętu obowiązkowego i już siedzieliśmy przy łamigłówce. Należało ułożyć literę T z 4 elementów - tak zwany tangram. Zgodnie odmówiliśmy jedzenia. Zagadkę zrobiliśmy w jakieś 5 minut, a herbatę na koniec piłam tak szybko, że się zakrztusiłam. Kask na głowę, zapalić czołówki, (światełko tylne w rowerze świeciło się od poprzedniego etapu) i wreszcie zmiana dyscypliny! Naprawdę lubię rower (baaardzo się z tego cieszę – przyp. Janek)! :)
Janek:O ostatnim etapie rowerowym chyba nie mam co pisać za wiele. Śmignęliśmy jak wszyscy, jedynie z PK13 na PK14 pojechaliśmy na około, bo po błocie i wertepach pewnie wypadlibyśmy wolniej. Bardzo podobał mi się finisz – Łucja dawała z siebie wszystko i zapytała, czy nie mógłbym jej jakoś pociągnąć – jej głosu zdradzającego to jak bardzo chciałaby jechać szybciej nie zapomnę nigdy.
Podsumowując... plan minimum zrealizowaliśmy, czyli do mety dotarliśmy. Zdobyliśmy cenne doświadczenie, w odróżnieniu od Szarpaniny widzieliśmy inne teamy na trasie – a to ci nowość! Bardzo fajne jest uczucie, że widać efekty naszych wysiłków treningowych – wiem, że mogę szybciej i więcej. Na następny rajd muszę sprawić sobie hol to przyspieszymy na przelotach rowerowych. No i przydałoby się jakoś praktycznie ćwiczyć nawigację, bo jak pokazuje wynik Brunetki i Blondyna, można w ogóle nie biec na treku i skończyć na wysokim piątym miejscu. No i przepaki. Wlekliśmy się okropnie, trzeba się jeszcze bardziej spinać – mieć wszystko wymyślone i przygotowane. Bardzo się też cieszę, że debiut Olka i mojego taty był tak udany. Ogólnie bardzo fajnie – następnym razem bardziej nastawiamy się na wynik!
O rajdzie: wszystko dobrze zorganizowane, ciekawa trasa, dobrze zrobione zadanie linowe, myjka rowerowa, poduszkowce też zapowiadały się ciekawie... Jedyny minus, jaki widzę, to brak papieru toaletowego.Foto relacje z Zimowego Rajdu 360:
Exmedio
Olek Jasik
Galeria Napieraj
P. Silniewicz
Silne Studio
To co sądzicie o naszych perypetiach?
Jakieś przemyślenia o nawigacji?
PS
Dla tych co lubią analizować, oto tabelka z międzyczasami z rajdu. Widać, kto pokonał najszybciej poszczególne odcinki; kto ile czasu spędził na przepaku. Ponadto policzyłem korelację pomiędzy czasem pokonania trasy, a czasem na przepaku - wynosi ona 0,4 i odpowiada za 16% wariancji!
Napisał/a: Łucja, 2009-02-10 00:54:35 komentarze (8) || skomentuj
Janek, 2009-02-10 12:42:22, napisał/a:
Zdjęcia silnego studia:
http://www.silne-studio.pl/390/index.html
Załapaliśmy się na z 10 fotek :)
Łucja, 2009-02-10 12:58:55, napisał/a:
W przeważającej części są to Twoje zdjęcia. Szczerze to nie jestem jakoś szczególnie zachwycona tymi zdjęciami...
Moim faworytem jest zdjęcie 4321. Widać zgrany team niezla korba primteam, którzy jako nieliczni ubrali się prawie identycznie :)
A i muszę bardziej twarzowy strój sobie sprawić :)
Igor, 2009-02-10 14:13:33, napisał/a:
Zdjęcia fajnie pokazują rajd, ale nie mogę powiedzieć, że mi się podobają. Ten kto robił te zdjęcia miał chyba problem z ogniskowaniem- dużo zdjęć jest źle zognisowana :/, zwłaszcza na części portretów to widać. Kadrowania są często zupełnie od czapy. Nie mogę za bardzo generalizować, bo zdjęcia są z różnych aparatów.
Są też całkiem fajne jak te :):
http://www.silne-studio.pl/390/target180.html
http://www.silne-studio.pl/390/target181.html
Natka, 2009-02-10 22:58:49, napisał/a:
Nie no, zdjęcia nie są takie złe - w każdym razie spełniają swoje podstawowe zadanie - pokazują przebieg Rajdu:)
Szkoda tylko, że nie ma prawie żadnych (tylko 2!) zdjęć z zadania linowego...
Olek, 2009-02-14 10:51:23, napisał/a:
Janie, wzbijasz się na wyżyny umiejętności korzystania z MovieMakera! Bardzo fajnie! :-)
Olek, 2009-02-14 13:45:59, napisał/a:
Zapraszam do korzystania z poprawnie działających RSSów. Jeśli wcześniej korzystaliście z tychże - wrzućcie je do swoich czytników jeszcze raz.
Kuerti, 2009-02-14 18:42:05, napisał/a:
Wow, nie wiem co napisać, full profeska :) . Zawsze chciałem nagrać film z rajdu, ale do tej pory mi się nie udała ta sztuka :) .
Janek, 2009-02-15 18:46:11, napisał/a:
Po Rajdzie 360 zdecydowanie skupiam się na nawigacji. Dziś zrobiłem dłuższy bieg nawigując na 7 punktów wyznaczonych przez Łucję. Mysza się nieźle spisała i wyszła bardzo fajna pętla. Łucja mnie nie oszczędzała, bo musiałem zaliczyć wszystkie okoliczne górki ;)
Skomentuj ten wpis!


postami.






