rAId
Najbliższy planowany rAId:
06/07 czerwca 2009
Koszt: <= 10 zł
Długość trasy: < 100 km

opis pierwszego rAIdu
opis drugiego rAIdu
opis trzeciego rAIdu


Pobierz tapetę z logo rAId'u:
- normalną - 1920x1440 px
- panoramiczną - 1440x900 px


Zobacz grono rAIdu

home
info
wkręć się
uczestnicy
kontakt
kontakt

Historia w trzech etapach

rAId 3

Głównym walorem rAIdu, przynajmniej jak dla mnie, jest edukacja. Na ostatnim nauczyłem się nie zapominać o jedzeniu i tego, że jakiś czas wcześniej warto wyszczytować sobie formę, żeby były efekty  Dogadaliśmy się - ja biegam, Stachu jeździ, delikatnie, bez szarpania.

Przychodzi piątek, o 13:30 wsiadam w pociąg do Warszawy, dojeżdżam ok. 17:00, jest trochę czasu na dogranie wszystkich spraw. Umówiliśmy godzinę spotkania, wspólne zakupy. Teraz tylko do Adama po rower i napieramy. Pierwsza okazja do sprawdzenia się to wejście do Staszka na dziewiąte piętro z rowerem - windy są dla frajerów!

Dochodzi 23, wyruszamy na buszowanie za słodyczami. 23:30 jesteśmy pod ratuszem. Tutaj już ruch jak w ulu. Ktoś szykuje przepaki, ktoś się rozciąga, kasa, mapy, oddajemy rowery. O 00:00 mamy ruszać, rzut oka na zegarek, idealnie zsynchronizowane. Olek tłumaczy ostatnie sprawy, spoglądam na zegarek, jest 12, Olek nic nie mówi, ludzie stoją "Stachu wyjazd!" będziemy trochę do przodu. Zasialiśmy lekki popłoch i o to chodziło! :) Nutelki już nas łyknęły, niech biegną, zobaczymy którędy. Stachu obczaił mapę przed startem, jego komputerek pod sklepieniem już działa, trasa wyznaczona. Jak idziemy? Może marszobieg? Ok, podbiegamy, trzeba zdystansować Nutelki, wychodzimy na prostą. Jakieś postacie zamajaczyły z przodu - Siemka! - krzyczy Stachu. Chyba mała pomyłka, to ziomy z osiedla, podobno ktoś tędy przebiegał, cholera, napieramy! Łykamy punkt za punktem, bieg, marsz, bieg, marsz, bieg, marsz, marsz, marsz, żeby nie przeholować. Minęliśmy Tesco, dochodzimy do Ratusza, ktoś jest tuż przed nami, więc wycinamy długą. To Ela i Igor. Szybka zmiana przepaków, chwytamy rowery i dalej, hit the road Stachu ;)

Kierownica przy kierownicy, siodełko przy siodełku, śmignęliśmy przez wiadukt. Oj, skurcz w udzie, zaraz potem w drugim. Ale ze skurczami, to my już dawno się zeswataliśmy, więc kilka chwil bólu i po krzyku, tniemy dalej. Boernerowo, Latchorzew, Staś ma obczajony chyba każdy zakątek tej części Stołka, jest po prostu nieodzowny. Mijamy kolejne metry, a w słuchawkach CGB "Rudeboy Stylee" - better run, better don't stop. Jak zwykle jestem posłuszny :) Patrzę na zegarek, podczas pierwszego treka zaplanowaliśmy godzinę na etap - ambitnie, ale wykonalne. Na Młocinach jesteśmy 20 min, w plecy, ale Ela z Igorem zostali w tyle, a myśleliśmy, że nas łyknęli.

Posiłek, chwila odpoczynku dla nóg i jazda na drugiego treka. Tylko doszliśmy do przystanku, za nami światło. Kurczę, depczą nam po piętach, śmiało. Przechodzimy pod mostem i aaa, damn it, znowu skurcze po dwa na udo (czy tam musi być tyle mięśni?!) nie dam rady, Stachu mnie ratuje, naciąga mi mięśnie, zagryzam szalik i do przodu, nie ma łatwo :).  Wchodzimy w starorzecze Wisły, bobry chlupią widać, że nażarły się nieźle wieczorem. Ten marsz to kosmos, nogi ołowieją. Stach przyznaje się, że nie myśli o bólu i tyle, ale kryzys podchodzi na palcach jak kot. Dobrze, że jesteśmy blisko końca. Dochodzimy do kościoła, szybka analiza sytuacji. Jak na razie nikt nas nie mijał, więc może dalej jesteśmy w czubie.  Telefon od Marysi... "Gdzie jesteśmy? Kończymy trójkę. Kościół, gdzie jest? A to Wy już przy kościele? Aha, karmelitów, no to trzeba..." Znaczy też jeszcze nie są tak blisko, jak się spodziewaliśmy. Wychodzimy na Młociny, kto tam jest? Koteczki! Dawaj Stachu, wyprzedzimy ich, biegiem do mety. Kończymy trójkę efektownym skokiem przez płotki, prawie jak Wałęsa :)

Zapracowaliśmy sobie na dłuższy wypoczynek, zjadamy pierwszy przepak do końca i na rower. Dojeżdżamy do Grota, o godzinę wyprzedzamy Arusa - trzeba na niego poczekać, więc kimonko. A po godzinie jesteśmy jak dwa żule pod mostem, trzęsiemy się zdeka, oj, nie był to najlepszy pomysł. Decydujemy się ustąpić pola, będziemy podtrzymywać legendę.

I kolejna nauka z rAIdu - pamiętaj bratku o magnezie i witaminie B6 ;).

© copyright by Niezła Korba 2007-08; wszystkie prawa zastrzeżone
panel
Niezła Korba